sobota, 7 listopada 2015

5. Hogsmeade i słoneczna polana

Była chłodna noc. Drzewa Zakazanego lasu poruszały się miarowo, kołysane powiewami wiatru. Kamienne mury zamku dobrze chroniły uczniów przed zmarznięciem. Wszyscy spali w swoich dormitoriach, wtuleni w ciepłą, pachnącą pościel.
 Prawie wszyscy.
James Potter siedział na krześle pochylając się nad piękną dziewczyną. Blask księżyca przedostający się przez wielkie, szpitalne okno, błyszczał łagodnie na jej rudych kosmykach. Jej blada, jak śnieg twarz, wydawała mu się najsmutniejszą twarzą na świecie.
-Jutro cię tu już nie będzie.- wyszeptał smutno.
-Będę z tobą zawsze.- również wyszeptała z zamkniętymi oczami.
-Lily!- krzyknął.
-Dziękuję, że uratowałeś mi życie James.
Otworzyła na chwilę oczy. Uśmiechnęła się słabo, po czym znów zamknęła oczy, ale blady uśmiech nie schodził z jej twarzy.

Rankiem Rogacz obudził się obok niej. A co jeżeli to był tylko sen? Tak bardzo pragnął by została w zamku. By znów było jak dawniej. Nawet gdyby miała być na niego zła.

-To nie takie proste, Minerwo.
-Albusie, ciągle to powtarzasz. Nie mamy wyjścia. Musimy to zrobić.
James usłyszał rozmowę tuż za drzwiami. Szybko wstał i poprawił szatę. Moment po tym weszli Dumbledore i McGonagall.
-Panie Potter- powiedziała nauczycielka, gdy go zobaczyła- Zakładam, że nie był pan dziś na lekcjach.
-A która godzina?
-Dziesięć po dwunastej.
-Zdążę na ostatnią.
Spojrzała na niego surowym wzrokiem. Miała coś powiedzieć, ale przerwał jej trzask drzwi.  Poppy Pomfrey weszła do sali.
-Poppy, wysłaliśmy list do Świętego Munga. Zaraz tu będą.
-Nie!- krzyknął James.- Ona..
-Jest już przytomna.-dokończył za niego dyrektor.


Całkowite oprzytomnienie zajęło Lilyanne dobrą godzinę. O dziwo pamiętała dość dużo. Znała imiona wszystkich przyjaciół, nauczycieli, ale usunęły jej się wszystkie wspomnienia z nimi związane. Zapomniała, jak bardzo nienawidzi Rogacza. Zapomniała, że Syriuszowi nie można ufać. Zapomniała jak wścibskie mogą być jej przyjaciółki. Zapomniała, że Severus nazwał ją szlamą.
Huncwotom było to zdecydowanie na rękę. Nie musieli się jej bać. James postanowił, że zacznie wszystko od nowa.
Tydzień później zapowiedziano wyjście do Hogsmeade. Wszyscy zaczęli się wzajemnie zapraszać. Ciągle padały pytania „Z kim idziesz?”. Potter postanowił wykorzystać swoją czystą kartę.
-Cześć, Lily! -powiedział , gdy właśnie jedli śniadanie.
-Dzień dobry, James -odpowiedziała miło, jak nigdy.
-Masz już kogoś, z kim masz zamiar iść do Hogsmeade?
-Na razie nie, ale pewnie pójdę z dziewczynami.
-A nie wolałabyś pójść z kimś płci przeciwnej? Na przykład ze mną.
-Ja…- zarumieniła się lekko- Myślę, że nie ma problemu.

Nadszedł ten wielki dzień. Sobota. Wypad do Hogsmeade. Piękna pogoda. Można chcieć czegoś jeszcze? Lily obudziła się wraz ze wschodem słońca. Była naprawdę szczęśliwa. Idzie na randkę z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole.
Dorcas i Agnes uparły się, że to one ją przygotują. Takie już były. Pomalowały ją i nakłoniły do ubrania spódnicy. Ślicznej spódnicy w drobne kwiatki. Rozpuszczone włosy dodawały jej uroku, a słodkie beżowe balerinki podkreślały długość jej nóg. Do tego lekki makijaż i już uśmiechnięta zbiegała do PW. Tam czekał na nią James. Uśmiechnął się na jej widok.
-Ślicznie wyglądasz, księżniczko.

Wioska jak zwykle tonęła od gwaru. Wszystkie uliczki zapełnione były uczniami i uczennicami. Lily szła pod rękę z Jamesem i uśmiechała się jak głupia. Każdy kto obok nich przechodził otwierał usta ze zdumienia. W oczach Huncwota kwitła satysfakcja.
Wreszcie doszli do celu swojej podróży. Na obrzeżach Hogsmeade rósł wielki las, a w tym lesie było jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi. Mała, słodka polana skąpana w blasku słońca i przesiąknięta magią. Pośrodku stała śliczna, zdobiona  ławka, a obok niej czarna, również bogato zdobiona latarnia. Oboje usiedli na ławce, a James obiął Rudą ramieniem. Nie wyrażała sprzeciwu. Zarumieniła się tylko lekko.
-Dlaczego mnie tu zabrałeś?
-To miejsce jest wyjątkowe, tak jak ty.
Kolejny rumieniec oblał policzki Lily.
-Opowiedz mi coś o sobie. Nie posiadam wspomnień z tobą związanych.
-Może to i lepiej.
-Dlaczego?
-To nie istotne.
 Otóż nazywam się James Potter, mam szesnaście lat i kocham quidittcha…
Długo trwała jego opowieść. Nie wspominał o ich kłótniach i o tym, że nie powinna się z nim teraz umawiać, choć trochę paliło go sumienie. Co jeśli ona przypomni sobie wszystko?
-Lily, musisz o czymś wiedzieć.
-Hm?
-Kocham cię. Bardzo.
Poruszyła się na te słowa. Spojrzała mu w oczy. Dzieliły ich tylko milimetry. Poczuła smak jego ust. Ciepło przeszło przez jej ciało. Nie chciała by się to kończyło. Niestety musieli się od siebie oderwać. Gdy jeszcze raz spojrzała mu w oczy poczuła coś dziwnego. Najpierw ogromny napływ euforii, potem nagłe zdezorientowanie, a na koniec złość wypełniła jej ciało. Wszystko sobie przypomniała. Przecież go nienawidziła. Perfidnie ją wykorzystał. Spotkanie, które świetnie się zapowiadało zakończone zostało siarczystym spoliczkowaniem.



wtorek, 3 listopada 2015

4. Wiem o tym, James

Jeeeej! Całe 40 wyświetleń! Postanowiłam napisać tą notkę, gdyż dostałam nagłego napływu weny.                                     Mam nadzieję, że się wam spodoba. Zapraszam do czytania misiaki!
~*~
Przez kolejne dni Lily chodziła rozwścieczona. Zachowywała się jak tykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. Jej przyjaciele musieli naprawdę uważać, żeby nie doprowadzić jej do granicy wściekłości i szaleństwa. Huncwoci starali się omijać ją szerokim łukiem. Oprócz Rogacza. On swoim zachowaniem tylko pogarszał sytuację. Ciągle łaził za nią starając się przeprosić , co wydawało się raczej niemożliwe. Ona tylko posyłała mu zabójcze spojrzenia, które mówiły „Jeżeli teraz nie przestaniesz mówić, to zabiję cię ze szczególnym okrucieństwem”.
Wrzesień się kończył. Choć wciąż było ciepło, a na dworze czas spędzało bardzo wielu hogwardzkich uczniów, Ruda niestety nie miała tyle czasu by bezczynnie przemierzać błonia. Ciągle siedziała z nosem w książkach lub pisała wypracowania, co również zalicza się do siedzenia z nosem w książkach. Książki stały się jej życiem i jedynym zajęciem.
Pewnego wieczora, tuż przed ciszą nocną, Lily szła ciemnym korytarzem w stronę biblioteki. Musiała oddać książki. Co prawda, mogła równie dobrze zrobić to jutro, ale ona nigdy nie lubiła z niczym zwlekać. Cisza była bardzo przytłaczająca. Jej kroki odbijały się echem od ścian. Miała wrażenie, że cały zamek słyszy, jak na piątym piętrze pewna na tyle głupia dziewczyna zmierza do biblioteki, o tak późnej porze. Była już przed ostatnim zakrętem nim ujrzy drzwi. Wielkie, drewniane, skrzypiące drzwi do pomieszczenia pełnego starych ksiąg i woluminów. Miejsca, w którym zakochana była już od pierwszej klasy. Miejsca, które pachnie cudownym starym papierem. Miejsca, które…
Aaaaaa!...
Z przeciwległego końca korytarza słychać było krzyk. Krzyk dziecka. Lily w sekundę rzuciła na ziemię  książki, wyciągnęła różdżkę i pobiegła na oślep. Szybka reakcja była kroplą w morzu zalet i umiejętności panny Evans. Zza zakrętem stali Ślizgoni: Avery, Mulciber, Malfoy i…
-Sev –wyszeptała, po czym zrobiła groźną  minę.
Spojrzał na nią z utęsknieniem, ale opanował się, uniósł dumnie głowę i warknął:
-Zjawiła się nasza szlama.

Pewien przystojny brunet postanowił spędzić uroczy, wtorkowy wieczór w dormitorium, razem ze swoimi przyjaciółmi. Spoglądał na mapę Hogwartu. Z utęsknieniem wypatrywał na niej tej jednej, pięknej kropki z podpisem Lily Evans. Nie było jej w dormitorium, ani w PW. Gdzie ona się podziewa?
Błonia , parter, piętro I, piętro II, piętro III, piętro IV. Piętro V!                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            
   -O Jezu!- krzyknął zrywając się na nogi.
-Co jest?- spytał zaskoczony Syriusz
-Popatrz!
Obok jego ukochanej kropki, widniały cztery znienawidzone. Łapa (a oprócz niego również Remus i Peter) wpatrywali się z niepokojem w miejsce wskazane przez Rogacza.
-Czego ci idioci od niej chcą?- spytał ruszając do wyjścia James.
-Obok nich znajduje się również pierwszoroczna Annie Millan, więc Lilka prawdopodobnie znajduje się tam z jej powodu.- odpowiedział wszechwiedzący Lunatyk.
Wszyscy razem w ekspresowym tempie znaleźli się na piątym piętrze. Usłyszeli krzyk tak okropny i rozdzierający ciszę nocy, że ciarki przeszły ich po plecach. To krzyk Lily. Za zakrętem ujrzeli sześć osób, w tym Rudowłosą unoszącą się w strumieniu zielono- niebieskiego światła. Wiła się z bólu i jęczała. Była blada jak papier, a w jej oczach można było dostrzec niewyobrażalny strach i cierpienie. James bez namysłu skoczył na Averego, wyrywając mu różdżkę i waląc pięściami po twarzy. Black zajął się pozostałymi  ślizgonami, a Lupin podbiegł do Lily sprawdzając jej puls i próbując ją ocucić. Na marne. Peter natomiast stał z boku, starając nie rzucać się w oczy.
Hałas postawił na nogi połowę zamku. Najpierw przybiegła pani Pince. Zobaczywszy tą scenę, mało co nie zemdlała. Pobiegła w głąb korytarza, krzycząc i wołając o pomoc. Gdy prawie wszyscy nauczyciele zbiegli się na miejsce, Avery był nieprzytomny, Snape i Mulciber stali z boku, a Syriusz i Lucjusz wciąż rzucali na siebie zaklęciami. Rogacz z Lunatykiem klęczeli przy Lily, a ten pierwszy prawie płakał. Wyglądała jakby lada chwila miała odejść z tego świata. Ledwo oddychała. Jak długo to trwało? Jak długo ją męczyli?
-Lily nie odchodź, proszę.

Kilka dni później Lilyanne nadal nie okazywała oznak życia. James siedział przy niej dzień i noc. Pani Pomfrey nie miała nic przeciwko temu. Była wzruszona. Nauczyciele wciąż nie zwracali uwagi na jego spóźnienia na lekcje i braki zadań. Czasami towarzyszyły mu dziewczyny, ale nie cały czas. One też mają swoje życie. W przypadku Jamesa to właśnie Lily była całym jego życiem.
Avery został wywalony ze szkoły. Slytherin stracił po sto punktów za każdego współwinnego. Mała Annie Millan została przepisana przez swoich rodziców do Akademii Beauxbatons.

-Jeżeli panna Evans nie obudzi się do jutra, będziemy musieli przewieźć ją do Munga.
James przysłuchiwał się rozmowie Dumbledora i McGonagall. Cały czas siedział na krześle obok jej łóżka i trzymał ją za rękę. Minerwa wyszła, a dyrektor przysiadł po drugie stronie pryczy.
-Blado dziś wygląda, nieprawdaż? -zagadnął takim tonem, jakby pytał o pogodę.
-Jak zawsze- westchnął Potter- myśli pan, że gdy się obudzi, dalej będzie na mnie zła?
-Gdy się obudzi prawdopodobnie nie będzie wiedziała kim jesteś, więc wątpię żeby była na ciebie zła.
-Dlaczego? Czy zaklęcie Crucio, aż tak źle działa na ludzi?
-To zaklęcie jest stworzone, by czynić zło. Trudno sobie wyobrazić ból jaki ono przynosi. Szczęśliwy ten, kto nigdy go nie zaznał.- Tu przerwał na chwilę wpatrując się w jej wychudzoną twarz.-Zaklęcie nie jest bardzo groźne, gdy trwa mniej niż minutę. W jej przypadku trwało przynajmniej cztery.
Po tych słowach zapadła chwilowa cisza.
-Nie jest pan zły, że opuszczam lekcje?
-Czasami są rzeczy, znacznie ważniejsze od zdobywania wiedzy.
Znów cisza
-Kocham ją.
-Wiem o tym, James.


~*~

Dzisiaj trochę bardziej tragicznie. Mam nadzieją, że się podobało J