Była chłodna noc. Drzewa Zakazanego lasu poruszały się
miarowo, kołysane powiewami wiatru. Kamienne mury zamku dobrze chroniły uczniów
przed zmarznięciem. Wszyscy spali w swoich dormitoriach, wtuleni w ciepłą,
pachnącą pościel.
Prawie wszyscy.
James Potter siedział na krześle pochylając się nad piękną
dziewczyną. Blask księżyca przedostający się przez wielkie, szpitalne okno,
błyszczał łagodnie na jej rudych kosmykach. Jej blada, jak śnieg twarz,
wydawała mu się najsmutniejszą twarzą na świecie.
-Jutro cię tu już nie będzie.- wyszeptał smutno.
-Będę z tobą zawsze.- również wyszeptała z zamkniętymi
oczami.
-Lily!- krzyknął.
-Dziękuję, że uratowałeś mi życie James.
Otworzyła na chwilę oczy. Uśmiechnęła się słabo, po czym
znów zamknęła oczy, ale blady uśmiech nie schodził z jej twarzy.
Rankiem Rogacz obudził się obok niej. A co jeżeli to był
tylko sen? Tak bardzo pragnął by została w zamku. By znów było jak dawniej.
Nawet gdyby miała być na niego zła.
-To nie takie proste, Minerwo.
-Albusie, ciągle to powtarzasz. Nie mamy wyjścia. Musimy to
zrobić.
James usłyszał rozmowę tuż za drzwiami. Szybko wstał i
poprawił szatę. Moment po tym weszli Dumbledore i McGonagall.
-Panie Potter- powiedziała nauczycielka, gdy go zobaczyła-
Zakładam, że nie był pan dziś na lekcjach.
-A która godzina?
-Dziesięć po dwunastej.
-Zdążę na ostatnią.
Spojrzała na niego surowym wzrokiem. Miała coś powiedzieć, ale
przerwał jej trzask drzwi. Poppy Pomfrey
weszła do sali.
-Poppy, wysłaliśmy list do Świętego Munga. Zaraz tu będą.
-Nie!- krzyknął James.- Ona..
-Jest już przytomna.-dokończył za niego dyrektor.
Całkowite oprzytomnienie zajęło Lilyanne dobrą godzinę. O
dziwo pamiętała dość dużo. Znała imiona wszystkich przyjaciół, nauczycieli, ale
usunęły jej się wszystkie wspomnienia z nimi związane. Zapomniała, jak bardzo
nienawidzi Rogacza. Zapomniała, że Syriuszowi nie można ufać. Zapomniała jak
wścibskie mogą być jej przyjaciółki. Zapomniała, że Severus nazwał ją szlamą.
Huncwotom było to zdecydowanie na rękę. Nie musieli się jej
bać. James postanowił, że zacznie wszystko od nowa.
Tydzień później zapowiedziano wyjście do Hogsmeade. Wszyscy
zaczęli się wzajemnie zapraszać. Ciągle padały pytania „Z kim idziesz?”. Potter
postanowił wykorzystać swoją czystą kartę.
-Cześć, Lily! -powiedział , gdy właśnie jedli śniadanie.
-Dzień dobry, James -odpowiedziała miło, jak nigdy.
-Masz już kogoś, z kim masz zamiar iść do Hogsmeade?
-Na razie nie, ale pewnie pójdę z dziewczynami.
-A nie wolałabyś pójść z kimś płci przeciwnej? Na przykład
ze mną.
-Ja…- zarumieniła się lekko- Myślę, że nie ma problemu.
Nadszedł ten wielki dzień. Sobota. Wypad do Hogsmeade.
Piękna pogoda. Można chcieć czegoś jeszcze? Lily obudziła się wraz ze wschodem
słońca. Była naprawdę szczęśliwa. Idzie na randkę z najprzystojniejszym
chłopakiem w szkole.
Dorcas i Agnes uparły się, że to one ją przygotują. Takie
już były. Pomalowały ją i nakłoniły do ubrania spódnicy. Ślicznej spódnicy w
drobne kwiatki. Rozpuszczone włosy dodawały jej uroku, a słodkie beżowe
balerinki podkreślały długość jej nóg. Do tego lekki makijaż i już uśmiechnięta
zbiegała do PW. Tam czekał na nią James. Uśmiechnął się na jej widok.
-Ślicznie wyglądasz, księżniczko.
Wioska jak zwykle tonęła od gwaru. Wszystkie uliczki zapełnione
były uczniami i uczennicami. Lily szła pod rękę z Jamesem i uśmiechała się jak
głupia. Każdy kto obok nich przechodził otwierał usta ze zdumienia. W oczach
Huncwota kwitła satysfakcja.
Wreszcie doszli do celu swojej podróży. Na obrzeżach
Hogsmeade rósł wielki las, a w tym lesie było jedno z najpiękniejszych miejsc
na ziemi. Mała, słodka polana skąpana w blasku słońca i przesiąknięta magią.
Pośrodku stała śliczna, zdobiona ławka,
a obok niej czarna, również bogato zdobiona latarnia. Oboje usiedli na ławce, a
James obiął Rudą ramieniem. Nie wyrażała sprzeciwu. Zarumieniła się tylko
lekko.
-Dlaczego mnie tu zabrałeś?
-To miejsce jest wyjątkowe, tak jak ty.
Kolejny rumieniec oblał policzki Lily.
-Opowiedz mi coś o sobie. Nie posiadam wspomnień z tobą
związanych.
-Może to i lepiej.
-Dlaczego?
-To nie istotne.
Otóż nazywam się
James Potter, mam szesnaście lat i kocham quidittcha…
Długo trwała jego opowieść. Nie wspominał o ich kłótniach i
o tym, że nie powinna się z nim teraz umawiać, choć trochę paliło go sumienie.
Co jeśli ona przypomni sobie wszystko?
-Lily, musisz o czymś wiedzieć.
-Hm?
-Kocham cię. Bardzo.
Poruszyła się na te słowa. Spojrzała mu w oczy. Dzieliły ich
tylko milimetry. Poczuła smak jego ust. Ciepło przeszło przez jej ciało. Nie
chciała by się to kończyło. Niestety musieli się od siebie oderwać. Gdy jeszcze
raz spojrzała mu w oczy poczuła coś dziwnego. Najpierw ogromny napływ euforii,
potem nagłe zdezorientowanie, a na koniec złość wypełniła jej ciało. Wszystko
sobie przypomniała. Przecież go nienawidziła. Perfidnie ją wykorzystał.
Spotkanie, które świetnie się zapowiadało zakończone zostało siarczystym
spoliczkowaniem.

