sobota, 7 listopada 2015

5. Hogsmeade i słoneczna polana

Była chłodna noc. Drzewa Zakazanego lasu poruszały się miarowo, kołysane powiewami wiatru. Kamienne mury zamku dobrze chroniły uczniów przed zmarznięciem. Wszyscy spali w swoich dormitoriach, wtuleni w ciepłą, pachnącą pościel.
 Prawie wszyscy.
James Potter siedział na krześle pochylając się nad piękną dziewczyną. Blask księżyca przedostający się przez wielkie, szpitalne okno, błyszczał łagodnie na jej rudych kosmykach. Jej blada, jak śnieg twarz, wydawała mu się najsmutniejszą twarzą na świecie.
-Jutro cię tu już nie będzie.- wyszeptał smutno.
-Będę z tobą zawsze.- również wyszeptała z zamkniętymi oczami.
-Lily!- krzyknął.
-Dziękuję, że uratowałeś mi życie James.
Otworzyła na chwilę oczy. Uśmiechnęła się słabo, po czym znów zamknęła oczy, ale blady uśmiech nie schodził z jej twarzy.

Rankiem Rogacz obudził się obok niej. A co jeżeli to był tylko sen? Tak bardzo pragnął by została w zamku. By znów było jak dawniej. Nawet gdyby miała być na niego zła.

-To nie takie proste, Minerwo.
-Albusie, ciągle to powtarzasz. Nie mamy wyjścia. Musimy to zrobić.
James usłyszał rozmowę tuż za drzwiami. Szybko wstał i poprawił szatę. Moment po tym weszli Dumbledore i McGonagall.
-Panie Potter- powiedziała nauczycielka, gdy go zobaczyła- Zakładam, że nie był pan dziś na lekcjach.
-A która godzina?
-Dziesięć po dwunastej.
-Zdążę na ostatnią.
Spojrzała na niego surowym wzrokiem. Miała coś powiedzieć, ale przerwał jej trzask drzwi.  Poppy Pomfrey weszła do sali.
-Poppy, wysłaliśmy list do Świętego Munga. Zaraz tu będą.
-Nie!- krzyknął James.- Ona..
-Jest już przytomna.-dokończył za niego dyrektor.


Całkowite oprzytomnienie zajęło Lilyanne dobrą godzinę. O dziwo pamiętała dość dużo. Znała imiona wszystkich przyjaciół, nauczycieli, ale usunęły jej się wszystkie wspomnienia z nimi związane. Zapomniała, jak bardzo nienawidzi Rogacza. Zapomniała, że Syriuszowi nie można ufać. Zapomniała jak wścibskie mogą być jej przyjaciółki. Zapomniała, że Severus nazwał ją szlamą.
Huncwotom było to zdecydowanie na rękę. Nie musieli się jej bać. James postanowił, że zacznie wszystko od nowa.
Tydzień później zapowiedziano wyjście do Hogsmeade. Wszyscy zaczęli się wzajemnie zapraszać. Ciągle padały pytania „Z kim idziesz?”. Potter postanowił wykorzystać swoją czystą kartę.
-Cześć, Lily! -powiedział , gdy właśnie jedli śniadanie.
-Dzień dobry, James -odpowiedziała miło, jak nigdy.
-Masz już kogoś, z kim masz zamiar iść do Hogsmeade?
-Na razie nie, ale pewnie pójdę z dziewczynami.
-A nie wolałabyś pójść z kimś płci przeciwnej? Na przykład ze mną.
-Ja…- zarumieniła się lekko- Myślę, że nie ma problemu.

Nadszedł ten wielki dzień. Sobota. Wypad do Hogsmeade. Piękna pogoda. Można chcieć czegoś jeszcze? Lily obudziła się wraz ze wschodem słońca. Była naprawdę szczęśliwa. Idzie na randkę z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole.
Dorcas i Agnes uparły się, że to one ją przygotują. Takie już były. Pomalowały ją i nakłoniły do ubrania spódnicy. Ślicznej spódnicy w drobne kwiatki. Rozpuszczone włosy dodawały jej uroku, a słodkie beżowe balerinki podkreślały długość jej nóg. Do tego lekki makijaż i już uśmiechnięta zbiegała do PW. Tam czekał na nią James. Uśmiechnął się na jej widok.
-Ślicznie wyglądasz, księżniczko.

Wioska jak zwykle tonęła od gwaru. Wszystkie uliczki zapełnione były uczniami i uczennicami. Lily szła pod rękę z Jamesem i uśmiechała się jak głupia. Każdy kto obok nich przechodził otwierał usta ze zdumienia. W oczach Huncwota kwitła satysfakcja.
Wreszcie doszli do celu swojej podróży. Na obrzeżach Hogsmeade rósł wielki las, a w tym lesie było jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi. Mała, słodka polana skąpana w blasku słońca i przesiąknięta magią. Pośrodku stała śliczna, zdobiona  ławka, a obok niej czarna, również bogato zdobiona latarnia. Oboje usiedli na ławce, a James obiął Rudą ramieniem. Nie wyrażała sprzeciwu. Zarumieniła się tylko lekko.
-Dlaczego mnie tu zabrałeś?
-To miejsce jest wyjątkowe, tak jak ty.
Kolejny rumieniec oblał policzki Lily.
-Opowiedz mi coś o sobie. Nie posiadam wspomnień z tobą związanych.
-Może to i lepiej.
-Dlaczego?
-To nie istotne.
 Otóż nazywam się James Potter, mam szesnaście lat i kocham quidittcha…
Długo trwała jego opowieść. Nie wspominał o ich kłótniach i o tym, że nie powinna się z nim teraz umawiać, choć trochę paliło go sumienie. Co jeśli ona przypomni sobie wszystko?
-Lily, musisz o czymś wiedzieć.
-Hm?
-Kocham cię. Bardzo.
Poruszyła się na te słowa. Spojrzała mu w oczy. Dzieliły ich tylko milimetry. Poczuła smak jego ust. Ciepło przeszło przez jej ciało. Nie chciała by się to kończyło. Niestety musieli się od siebie oderwać. Gdy jeszcze raz spojrzała mu w oczy poczuła coś dziwnego. Najpierw ogromny napływ euforii, potem nagłe zdezorientowanie, a na koniec złość wypełniła jej ciało. Wszystko sobie przypomniała. Przecież go nienawidziła. Perfidnie ją wykorzystał. Spotkanie, które świetnie się zapowiadało zakończone zostało siarczystym spoliczkowaniem.



wtorek, 3 listopada 2015

4. Wiem o tym, James

Jeeeej! Całe 40 wyświetleń! Postanowiłam napisać tą notkę, gdyż dostałam nagłego napływu weny.                                     Mam nadzieję, że się wam spodoba. Zapraszam do czytania misiaki!
~*~
Przez kolejne dni Lily chodziła rozwścieczona. Zachowywała się jak tykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. Jej przyjaciele musieli naprawdę uważać, żeby nie doprowadzić jej do granicy wściekłości i szaleństwa. Huncwoci starali się omijać ją szerokim łukiem. Oprócz Rogacza. On swoim zachowaniem tylko pogarszał sytuację. Ciągle łaził za nią starając się przeprosić , co wydawało się raczej niemożliwe. Ona tylko posyłała mu zabójcze spojrzenia, które mówiły „Jeżeli teraz nie przestaniesz mówić, to zabiję cię ze szczególnym okrucieństwem”.
Wrzesień się kończył. Choć wciąż było ciepło, a na dworze czas spędzało bardzo wielu hogwardzkich uczniów, Ruda niestety nie miała tyle czasu by bezczynnie przemierzać błonia. Ciągle siedziała z nosem w książkach lub pisała wypracowania, co również zalicza się do siedzenia z nosem w książkach. Książki stały się jej życiem i jedynym zajęciem.
Pewnego wieczora, tuż przed ciszą nocną, Lily szła ciemnym korytarzem w stronę biblioteki. Musiała oddać książki. Co prawda, mogła równie dobrze zrobić to jutro, ale ona nigdy nie lubiła z niczym zwlekać. Cisza była bardzo przytłaczająca. Jej kroki odbijały się echem od ścian. Miała wrażenie, że cały zamek słyszy, jak na piątym piętrze pewna na tyle głupia dziewczyna zmierza do biblioteki, o tak późnej porze. Była już przed ostatnim zakrętem nim ujrzy drzwi. Wielkie, drewniane, skrzypiące drzwi do pomieszczenia pełnego starych ksiąg i woluminów. Miejsca, w którym zakochana była już od pierwszej klasy. Miejsca, które pachnie cudownym starym papierem. Miejsca, które…
Aaaaaa!...
Z przeciwległego końca korytarza słychać było krzyk. Krzyk dziecka. Lily w sekundę rzuciła na ziemię  książki, wyciągnęła różdżkę i pobiegła na oślep. Szybka reakcja była kroplą w morzu zalet i umiejętności panny Evans. Zza zakrętem stali Ślizgoni: Avery, Mulciber, Malfoy i…
-Sev –wyszeptała, po czym zrobiła groźną  minę.
Spojrzał na nią z utęsknieniem, ale opanował się, uniósł dumnie głowę i warknął:
-Zjawiła się nasza szlama.

Pewien przystojny brunet postanowił spędzić uroczy, wtorkowy wieczór w dormitorium, razem ze swoimi przyjaciółmi. Spoglądał na mapę Hogwartu. Z utęsknieniem wypatrywał na niej tej jednej, pięknej kropki z podpisem Lily Evans. Nie było jej w dormitorium, ani w PW. Gdzie ona się podziewa?
Błonia , parter, piętro I, piętro II, piętro III, piętro IV. Piętro V!                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            
   -O Jezu!- krzyknął zrywając się na nogi.
-Co jest?- spytał zaskoczony Syriusz
-Popatrz!
Obok jego ukochanej kropki, widniały cztery znienawidzone. Łapa (a oprócz niego również Remus i Peter) wpatrywali się z niepokojem w miejsce wskazane przez Rogacza.
-Czego ci idioci od niej chcą?- spytał ruszając do wyjścia James.
-Obok nich znajduje się również pierwszoroczna Annie Millan, więc Lilka prawdopodobnie znajduje się tam z jej powodu.- odpowiedział wszechwiedzący Lunatyk.
Wszyscy razem w ekspresowym tempie znaleźli się na piątym piętrze. Usłyszeli krzyk tak okropny i rozdzierający ciszę nocy, że ciarki przeszły ich po plecach. To krzyk Lily. Za zakrętem ujrzeli sześć osób, w tym Rudowłosą unoszącą się w strumieniu zielono- niebieskiego światła. Wiła się z bólu i jęczała. Była blada jak papier, a w jej oczach można było dostrzec niewyobrażalny strach i cierpienie. James bez namysłu skoczył na Averego, wyrywając mu różdżkę i waląc pięściami po twarzy. Black zajął się pozostałymi  ślizgonami, a Lupin podbiegł do Lily sprawdzając jej puls i próbując ją ocucić. Na marne. Peter natomiast stał z boku, starając nie rzucać się w oczy.
Hałas postawił na nogi połowę zamku. Najpierw przybiegła pani Pince. Zobaczywszy tą scenę, mało co nie zemdlała. Pobiegła w głąb korytarza, krzycząc i wołając o pomoc. Gdy prawie wszyscy nauczyciele zbiegli się na miejsce, Avery był nieprzytomny, Snape i Mulciber stali z boku, a Syriusz i Lucjusz wciąż rzucali na siebie zaklęciami. Rogacz z Lunatykiem klęczeli przy Lily, a ten pierwszy prawie płakał. Wyglądała jakby lada chwila miała odejść z tego świata. Ledwo oddychała. Jak długo to trwało? Jak długo ją męczyli?
-Lily nie odchodź, proszę.

Kilka dni później Lilyanne nadal nie okazywała oznak życia. James siedział przy niej dzień i noc. Pani Pomfrey nie miała nic przeciwko temu. Była wzruszona. Nauczyciele wciąż nie zwracali uwagi na jego spóźnienia na lekcje i braki zadań. Czasami towarzyszyły mu dziewczyny, ale nie cały czas. One też mają swoje życie. W przypadku Jamesa to właśnie Lily była całym jego życiem.
Avery został wywalony ze szkoły. Slytherin stracił po sto punktów za każdego współwinnego. Mała Annie Millan została przepisana przez swoich rodziców do Akademii Beauxbatons.

-Jeżeli panna Evans nie obudzi się do jutra, będziemy musieli przewieźć ją do Munga.
James przysłuchiwał się rozmowie Dumbledora i McGonagall. Cały czas siedział na krześle obok jej łóżka i trzymał ją za rękę. Minerwa wyszła, a dyrektor przysiadł po drugie stronie pryczy.
-Blado dziś wygląda, nieprawdaż? -zagadnął takim tonem, jakby pytał o pogodę.
-Jak zawsze- westchnął Potter- myśli pan, że gdy się obudzi, dalej będzie na mnie zła?
-Gdy się obudzi prawdopodobnie nie będzie wiedziała kim jesteś, więc wątpię żeby była na ciebie zła.
-Dlaczego? Czy zaklęcie Crucio, aż tak źle działa na ludzi?
-To zaklęcie jest stworzone, by czynić zło. Trudno sobie wyobrazić ból jaki ono przynosi. Szczęśliwy ten, kto nigdy go nie zaznał.- Tu przerwał na chwilę wpatrując się w jej wychudzoną twarz.-Zaklęcie nie jest bardzo groźne, gdy trwa mniej niż minutę. W jej przypadku trwało przynajmniej cztery.
Po tych słowach zapadła chwilowa cisza.
-Nie jest pan zły, że opuszczam lekcje?
-Czasami są rzeczy, znacznie ważniejsze od zdobywania wiedzy.
Znów cisza
-Kocham ją.
-Wiem o tym, James.


~*~

Dzisiaj trochę bardziej tragicznie. Mam nadzieją, że się podobało J

sobota, 31 października 2015

3. Pierwszy dzień, pierwsze stracone punkty

Kolejny wpis! Oh, yea! Mam nadzieję, że będzie lepszy niż poprzednie XD. Dobra, zabieram się do roboty.

~*~
Lily obudziła się wczesnym rankiem. Po prostu miała to w nawyku.  Cała w skowronkach odprawiła poranne rytuały. Wyszczotkowała włosy i spięła w wysoki kucyk. Przemyła twarz chłodną wodą, wytuszowała rzęsy i nałożyła błyszczyk. Czuła się świetnie.
-Nareszcie w domu.-myślała
Zaczęła budzić dziewczyny. Co do porannego wstawania, nic się nie zmieniło.  Agnes zaczęła mamrotać coś o karpiach, Dor zaplątała się w kotarę, po czym zerwała ją i spadła z łóżka.  Jedynie ich czwartej współlokatorki nie było w dormitorium. Destiny Yamanaka była nieśmiałą pół-azjatką. Czas spędzała najczęściej ze swoją siostrą Ayame.
-Dziwne,  jest szósta czternaście, a jej już niema..-powiedziała rudowłosa zerkając na zegar.
-Szósta czternaście, a ty nas budzisz, marchewo?!- oburzyła się Dorcas.

W pokoju wspólnym było zaskakująco dużo osób jak na tak wczesną godzinę. Śniadanie zaczynało się o siódmej, więc większość Gryffonów prowadziła „luźne kominkowe rozmowy”, jak to zwykle zwano. Huncwoci zajmowali główną kanapę. Czarnowłosa dosiadła się do nich, zanim Lily zdążyła ją powstrzymać. Razem z Agnes zmuszone były zrobić to samo .
-Dzień dobry perełko! -krzyknął James, na co pół pokoju wspólnego zarechotała.
Dziewczyna nawet nie miała ochoty na to odpowiadać. Postanowiła ignorować swojego adoratora. Nie chciała popsuć sobie humoru.  Przez pół godziny przysłuchiwała się rozmowom przyjaciół. Najczęściej odzywał się Syriusz. Rzucał swoimi tanimi tekstami do Dor, a ta rumieniła się zachwycona.
-Masz może mapę?
-Nie, a po co ci?
-Zgubiłem się w twoich oczach.
Żałosne. Lily nigdy nie rozumiała tych ludzi. Nie mógł po prostu zaprosić jej na spacer, albo do Hogsmeade? Byłoby łatwiej.

Około siódmej dziesięć Peter zaproponował zejście na śniadanie. Wszyscy przyjęli ten pomysł z entuzjazmem. Usiedli przy stole. Ruda nałożyła sobie owsiankę z owocami. Cały czas czuła na sobie czyjś wzrok. Dobrze wiedziała kto na nią patrzy. Starała się to ignorować. Po chwili do stołu Gryffonów podeszła McGonagall.
-Pan Black i pan Potter- podeszła do chłopaków, którzy akurat robili sobie zawody kto zje więcej kiełbasek.
-Tak pani profesor? -zapytali z pełnymi ustami. Agnes zachichotała.
-Mam wasze plany lekcji.
-Świetnie!- odpowiedział Łapa, który jako pierwszy przełknął to, co miał w ustach.
-Nie powiedziałabym, że jest „świetnie”.  Jest raczej marnie. Niestety nie może pan kontynuować zielarstwa, ponieważ dostał pan Nędzny. Wolę nie wspominać o historii magii, z której dostał pan O..
-Nie ma tragedii.-odpowiedział Syriusz, choć mina trochę mu zrzedła.
-Co do pana, panie Potter, sytuacja jest dość podobna, ale z zielarstwa dostał pan Zadowalający, więc  myślę, że kontynuacja tego przedmiotu nie będzie problemem .
James uśmiechnął się do Syriusza z wyższością. Był lepszy, to fakt.                                                                                                                                          
Następna w kolejności była Lily.
-Panno Evans, muszę przyznać, nie zawiodłam się na pani.- uśmiechnęła się, choć robiła to bardzo, bardzo rzadko.- W z eliksirów, obrony, transmutacji, zielarstwa i zaklęć. Do tego zgłosiła się do udziału w lekcjach numerologii i starożytnych run. Jestem naprawdę zadowolona.
-Dziękuję, pani profesor
Plan Remusa był bardzo podobny. Niestety Dorcas i Agnes miały nieco inne lekcje niż Lily. Prawdę powiedziawszy obie nie radziły sobie zbyt dobrze z nauką, a Agnes w szczególności.
-Boże, Lily!- krzyknęła Dor spojrzawszy na plan lekcji rudowłosej- Ile przedmiotów! Dasz sobie radę?
-Mam nadzieję- odparła Lil.
-Przecież ona w ogóle nie będzie miała wolnego czasu!- oburzyła się Agnes.
-A jeżeli będzie miała, to spędzi go w bibliotece- dodał Łapa.

Pierwszą lekcją widniejącą na planie Rudowłosej była numerologia.
-Chyba usnę- mruknęła do siebie zmierzając w stronę sali profesor Perrich. Była dopiero siódma czterdzieści dwa, więc miała jeszcze osiemnaście minut. Przed salą nie było nikogo. Usiadła na parapecie okna i czekała, co chwilę zerkając na zegarek. Popatrzyła przez okno. Zobaczyła śmiejącą się Dor w towarzystwie Huncwotów. Trochę dalej stała Agnes. Obściskiwała się ze swoim chłopakiem, Henrym Brownem. Nie oni sami znajdowali się na błoniach. Było tam pełno osób, głównie starszych, choć pałętało się tam również kilkoro pierwszorocznych.
-Też mogłabyś tam być, gdybyś nie uparła się na tą głupią numerologię. Wszyscy zaczynają lekcje o dziewiątej!- odezwał się głosik w głowie Lily
Potrząsnęła głową jakby chciała się pozbyć natrętnego głosu. Wiedziała, że musi się tego uczyć jeżeli chce zostać uzdrowicielką.

Na szczęście z rozmyślań wyrwał ją ostry dźwięk dzwonka. Nawet nie zauważyła, że przed salą stoi mała grupka osób. Po chwili przyszła również nauczycielka. Wszyscy weszli do sali.
Na wielkiej tablicy napisane było:

Pierwsza lekcja numerologii
Numerologia jest starożytną sztuką wróżenia z liczb. Pitagoras odkrył, że każda z cyfr ma magiczną właściwość.
Są 3 numerologiczne systemy związane z cyframi:
·       Liczba Celu Życia
·       Liczba wewnętrzna
·       Liczba Ekspresji Zewnętrznej



Moi drodzy! –zaczęła nauczycielka, gdy już wszyscy zdążyli przeczytać te kilka zdań. – Numerologia wcale nie jest taka łatwa jak wam się wydaje. Ale spokojnie! Wszystko wam po kolei wytłumaczę.
Lily nie chciało się słuchać biadolenia pani Perrich, więc zagłębiła się w swoich myślach. Zastanawiała się, dlaczego nikt więcej nie zapisał się na numerologię. Było ich łącznie, dziewięć, może dziesięć osób i to z wszystkich domów.  Potem jej myśli automatycznie skierowały się ku Jamesowi. Przypomniała sobie list, który przesłał jej w wakacje.



Moja piękna Lilyanne!
Jeżeli w ogóle  zdecydowałaś otworzyć ten list, jest to dla mnie wielki zaszczyt. Ciągle o Tobie myślę. Mam nadzieję, że wakacje mijają Ci dobrze. Bardzo chciałbym Cię jeszcze raz przeprosić za mój ostatni wybryk. Naprawdę nie chciałem, żeby śluz gumochłona  wylądował akurat na tobie.
Wiedz, że moja miłość do ciebie jest jak ogień, który nigdy nie zgaśnie, ale mam wątpliwości, czy twoje piękne szmaragdowe oczy, choć raz przychylnie na mnie popatrzą.

Bardzo Cię kocham
James


Gdyby nie fakt, że przysłał jej to ktoś kogo nienawidzi, uznałaby to za całkiem romantyczne.
-Ach gdyby nie zgrywał idioty i nie znęcał się nad słabszymi..- myślała Rudowłosa- Nie Lily! Wybij to sobie z głowy. To kompletny drań! Ale jaki ładny drań..-Potrząsnęła głową i zdała sobie sprawę, że do końca lekcji zostało pięć minut, a ona ani trochę nie zrozumiała tematu.
-Trzeba będzie to nadrobić- westchnęła.

Miała jeszcze przed sobą całe pięć godzin nauki. Po numerologii przyszła kolej na transmutację. Lily w trzy minuty obiegła praktycznie całą szkołę, bo, jak się okazało –zapomniała książek. Teraz na szczęście, a może nieszczęście, była ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Usiadła z Dorcas. Niestety ławkę za nimi zajęli Potter i Black.
-Gorzej być nie mogło –mruknęła Lil.
-Co tam szepczesz, kochanie?- zapytał James
Lily miała ochotę go zabić, a jedyne co ją powstrzymywało, to czujny wzrok McGonagall. Lekcja minęła dosyć spokojnie, pomijając fakt, że dziewczyny musiały znosić sprośne żarciki Syriusza i liściki miłosne od Rogacza.
Kolejne lekcje także dało się przeżyć, choć nie było łatwo. Po zajęciach Rudowłosa rzuciła się na kanapę w PW i nikomu nie chciała się posunąć. Doprowadziła do tego, że Syriusz usiadł na niej, przygniatając swoim niezwykle ciężkim ciałem.

-Lilka, chyba nie będziesz tak leżeć! -krzyknął Łapa
-Jestem wykończona. Wy skończyliście dwie godziny wcześniej.
-Mówiłam, że dodatkowe lekcje nie są dobrym pomysłem.- dorzuciła Agnes.
-Przecież wiesz, że jeżeli chcę zostać uzdrowicielką, muszę się przyłożyć do nauki.
-Ja nie muszę się uczyć. Jak skończę Hogwart, zostanę sławnym motocyklistą i będę zarabiał krocie.-powiedział Syriusz
-Ha, ha zabawne Łapo- rzucił James
- A ty niby kim chcesz zostać?
-Aurorem, oczywiście.

Wielka Sala pękała w szwach. Co jak co, ale każdy obiad w tej szkole był niczym wielka uroczystość. Stoły uginały się od jedzenia. Sklepienie było tym razem bardzo pogodne. Wszyscy byli dziś prze szczęśliwi i niesamowicie życzliwi. No, może oprócz Lilki. Ona nadal czuła się jakby właśnie wstała z martwych. Przez wakacje zdążyła odzwyczaić się od ciężkiej pracy, a po obiedzie musi napisać jeszcze dwa referaty i nadrobić numerologię.
Gdy skończyła się krzątanina i wszyscy już nałożyli jedzenie na talerze, zapanował niezwykły spokój. Słychać było tylko pobrzękiwanie sztućców. Żadnych rozmów, żadnych śmiechów. Zbyt nienaturalnie. Ruda wiedziała, że zaraz coś się wydarzy. No i masz.

Buuuum! Puuf! Ała!
Jedna z rzeźb zdobiących ściany oderwała się i spadła na stół ślizgonów. Ochlapała wszystkich siedzących przy tym stole tym, co na nim leżało. Każdy się śmiał, ale najgłośniejszy śmiech należał do Huncwotów.
-Gryffindor traci sto punktów!- wrzasnęła rozwścieczona McGonagall
Po jaj słowach zapadła martwa cisza. Huncwoci spojrzeli po sobie, trochę zdezorientowani, a trochę przerażeni. Lily była czerwona jak dorodny pomidor.

-Kompletni idioci!- Rudowłosa wrzasnęła tak, że większość uczniów, a nawet nauczycieli zadrżała.- Nie zdobyliśmy jeszcze żadnych punktów, a straciliśmy sto! Wiecie jak długo będziemy to nadrabiać, jeżeli w ogóle nam się to uda?!
Wyszła z Wielkiej Sali. Wszyscy byli po prostu osłupiali, oprócz Dumbledora. On wydawał się nieco rozbawiony tą sytuacją.
~*~

Komentujcie, błagam, błagam, błagam. To wiele dla mnie znaczy, bo nie wiem czy ktoś w ogóle to czyta.



niedziela, 11 października 2015

2.Rozpoczęcie roku

Napisałam! Co prawda minęło dosyć dużo czasu, ale po pierwszej notce zniechęcił mnie brak komentarzy. No, ale czego ja się spodziewałam? Na razie cieszę się, że mam chociaż te 20 wyświetleń XD. Nadal nie obiecuję, że wpisy będą pojawiać się regularnie. Ba, prawdopodobnie będę pisać raz na pół roku, no ale cóż.. życie. Dobra zabieram się do pisania.
~*~

-Zapomnij, Potter.-tymi słowami rudowłosa zakończyła tą krótką rozmowę.
James już otwierał usta, aby odpowiedzieć, lecz nagle pociąg zagwizdał donośnie i zaczął powoli ruszać.
-Nie, czekaj!-krzyknęła Lily i razem z przyjaciółmi biegła jak oszalała. W ostatnim momencie udało im się doskoczyć, choć nie było to łatwe zważając na kufry.
-To twoja wina Potter!
-Nie denerwuj się kochanie.
-Ugh, zamknij się!
Trudno było, tak w ostatniej chwili, znaleźć wolny przedział, więc dosiedli się do małej grupki jakichś Puchonów. Lily znała tylko jednego z nich. Nazywał się Clawes. Był na siódmym roku. Udzielała mu kiedyś korepetycji z eliksirów. Cham i prostak- tylko tak można było go nazwać.
-Jak się miewa nasza wiewióra?- odezwał się. James zmierzył go wzrokiem bazyliszka.
-Bardzo dobrze, dziękuję.-odparła Lily zajmując miejsce. Nie zamierzała dłużej ciągnąć tej konwersacji. Podróż minęła dosyć nieprzyjemnie. Nikt z Huncwotów, ani żadna z dziewczyn nie odezwała się do niemiłych towarzyszy. Nie mogli sobie pozwolić na swobodną rozmowę. Od czasu do czasu Clawes mówił szeptem do swoich koleżków. Z ruchu jego ust dało się wyczytać, że wspominał coś o szlamach. Gdyby wzrok Rogacza mógłby zabijać, to Clawes już dawno smażyłby się w piekle.

Po długiej i niezwykle nudnej podróży dotarli wreszcie do Hogsmeade. Lily w pierwszej kolejności poszła przywitać się z Hagridem. Nie trudno było go znaleźć.
-Cześć Rubeusie!
-Lily, cholibka! Aleś ty wyrosła! Pędź lepi do wozów, bo się spóźnisz i będzie problym!
-Racja- odpowiedziała i puściła się biegiem w stronę wozów ciągniętych przez testrale. Widziała je. Gdy była jeszcze małą dziewczynką widziała śmierć swojej babci. Otarła łzę z policzka. Umarła szczęśliwa. Tylko to się liczy. Wsiadła do wozu. Oczywiście musiała wsiąść do tego, w którym są Huncwoci.
-Pech, jak zwykle- pomyślała.
Podróż nie trwała długo. Zaledwie dziesięć minut, ale w tym czasie James zdążył wyznać jej miłość przynajmniej z szesnaście razy.

Wielka sala wyglądała niezwykle zachęcająco. Sklepienie tonęło w gwiazdach, wszędzie latały świece, a na ścianach wisiały rzeźby przedstawiające orła, borsuka, lwa i węża. Ciepła kolorystyka sprawiała, że atmosfera była niepowtarzalna. Zza stołu nauczycielskiego uśmiechała się siwa głowa Dumbledora odziana w granatową tiarę w księżyce. Usiedli przy stole Gryffindoru. Po chwili weszli pierwszoroczni prowadzeni przez McGonagall. Zaczęła się ceremonia przydziału. Tiara śpiewała:

Ponad tysiąc lat temu
Nad wielkim jeziorem
Czwórka czarodziejów zebrała się
I późną porą
Już całkiem wieczorem
Co się stało?
Każdy dobrze wie.

Godryk z mieczem całym ze srebra
Salazar ze złotym medalionem
Helga z czarką z jakże cudnym borsukiem
Rowena z diademem uznawanym za koronę

Machnęli różdżkami i w sekundy ułamek
Powstał ogromny, piękny zamek

Gdy tylko się ściemni,
 można odkryć tu wiele tajemnic
Ile ich jest- spytacie
I tak wszystkich nie poznacie.

Spokojne życie będziecie tu wieść
Lecz niebawem stanie się coś złego,
Tak bardzo niespodziewanego.*

Po ostatnich słowach piosenki rozległy się ciche szepty.
Minerwa uciszyła wszystkich i zaczęła wyczytywać nazwiska.
-Arlett Esmerilla.
Mała, pulchna, ciemnowłosa dziewczynka ruszyła niepewnie w stronę stołka. Ledwo tiara dotknęła czubka jej głowy rozległ się krzyk.
-Hufflepuff!
Następny był wysoki uśmiechnięty chłopiec. Miał jasne, prawie białe włosy i słodkie piegi na nosie. Został przydzielony do Ravenclawu. Lily nie zwracała uwagi na pozostałych pierwszorocznych. Z zamyślenia wyrwał ją głos Dorcas:
-To mój brat-szepnęła
Do stołka właśnie podszedł niski chłopiec o oliwkowej cerze i ciemnych kędziorkach. Zupełnie jak Dor.
-Słodki -odparła Ruda.
-Ale nieznośny- Dorcas skrzywiła się –W domu jest nie do wytrzymania. Jej kochany braciszek trafił oczywiście do Gryffindoru.

Ceremonia przydziału dobiegła końca. Została jeszcze przemowa dyrektora.
-Witajcie w nowym roku szkolnym -zaczął- Wiem, że jesteście głodni, więc postaram się szybko. Cieszę się, że dotarliście tu bezpiecznie i w dobrych humorach. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że wstęp o Zakazanego Lasu jest surowo wzbroniony. Kąpiel w jeziorze także nie jest mile widziana-spojrzał na Huncwotów –Cisza nocna zaczyna się o godzinie dwudziestej pierwszej. Po ciszy nocnej nie wolno wam wychodzić poza wasze dormitoria. Do zamku nie wolno wnosić zabawek od Zonki. Lista zakazanych rzeczy wisi na drzwiach gabinetu pana Filcha. Tak, to już koniec. Smacznego!
Na stołach zaczęło pojawiać się jedzenie. Od pieczonego indyka po puddingi owocowe. Były również pieczone kartofle, sałatki różnego rodzaju, kiełbaski, bekon i wiele, wiele innych smakołyków, o których większości z nas się nawet nie śniło. Lily postanowiła, że zaspokoi swój głód naleśnikami z sosem jagodowo-porzeczkowym. Po chwili pojawiły się desery: ciasta czekoladowe, owocowe, cukierki karmelowe, desery lodowe. Prawdziwe niebo. Lily wepchnęła w siebie już tylko kawałek sernika. Natomiast Peter spróbował wszystkiego co było na stole (jeżeli to w ogóle możliwe).
Dyrektor wstał ponownie i powiedział tylko:
-Czas do łóżek!
Rudowłosa dopiero teraz zrozumiała jak bardzo jest wykończona. Trudno opisać, jak bardzo ucieszył ją powrót do miękkiego, hogwardzkiego łóżka.

~*~
*Tak, wiem, że piosenka tiary była tragiczna. Chyba nie będę poetą.
Bardzo, bardzo, bardzo proszę o komentarze. Czy ktoś to w ogóle przeczytał? Heloł? Będę wdzięczna jeżeli ktoś napisze chociaż  „Tak przeczytałem”.


                                       Narka

czwartek, 26 marca 2015

1. Pierwszy września

Całe Privet Drive skąpane było w ciemności. Tylko tylko z jednego okna płynęło łagodne zielonkawe światło, a w oknie siedziała niewielka, wszystkim dobrze znana, rudowłosa Lily Evans. Czytała właśnie niedużą książkę, oprawioną w jasnobrązową skórę. Były to Baśnie Barda Beedle’a. Wyjątkowo wciągnięta w lekturę, nie zauważyła, że jest godzina czwarta nad ranem, a słońce powoli zaczynało wychylać się zza horyzontu. Gdyby bliżej przyjrzeć się dziewczynie, można zauważyć, że jej oczy są bardzo wyjątkowe. Ciemnozielone z jeszcze ciemniejszymi obwódkami dookoła.  Z dziwnym, tajemniczym blaskiem..
Rudowłosa uniosła głowę, a zobaczywszy złotą łunę świtu zaklęła cicho pod nosem i zsunęła się z parapetu. Wskoczyła na łóżko i zanurzyła w kołdrze, aż po uszy. Moment po tym drzwi pokoju otworzyły się i pani Mary Evans zawołała od progu:
-Lily! Wstawaj! Nowy, piękny dzień tylko czeka, aby go odkryć! Czy to nie piękne? I zaczęła głosić swe kazanie, że żaden dzień nie może być zmarnowany, gdy otacza nas taki piękny świat. Powiedziała kilka wierszy o niezwykłości natury, a potem podeszła do okna i otworzyła je na oścież, strącając książkę, którą przed minutą czytała Lily. Nie zwracając uwagi na minę córki wyszła z pokoju nucąc piosenkę Louisa Armstronga- What a wonderful world. Zielonooka szybko wygramoliła się z pościeli i chwyciła książkę leżącą na ziemi, sprawdzając jej stan. Na szczęście była cała. Wypożyczyła ją na wakacje, a wiedziała, że pani Pince, czyli bibliotekarka nie podarowałaby jej gdyby zniszczyła książkę. Lily pomyślała o szkole..
- Zaraz… Przecież dziś tam wracam! Pierwszy września! Jak mogłam zapomnieć?
Zaczęła natychmiastowo pakować rzeczy do kufra.
-Ubrania, bielizna, książki, różdżka, kot.. Właśnie! Gdzie kot?
Koszyk, w którym zawsze spał Edward, kot Lily, był pusty, nie licząc aksamitnej poduszeczki. Ruda zeszła na parter w poszukiwaniu pupila. W salonie go nie było, w łazience też nie. Liliyanne zaglądnęła do kuchni.  Na ladzie siedział mały czarny kot. Trzy szafki były otwarte. Z jednej z nich wysypane były przyprawy, z drugiej mąka, a na podłodze leżał mały stosik zbitych talerzy.
-Widzę, że szukałeś karmy.- powiedziała otwierając szufladę i wyciągając porcję chrupek dla kotów- Proszę cię bardzo.
Kot zeskoczył z lady i zabrał się za wyżeranie chrupek.
-Jakim cudem nauczyłeś się otwierać szafki?- zapytała Lily
-Miauu..- usłyszała w odpowiedzi.
-Tak myślałam.
Zjadła śniadanie i weszła do swojego pokoju. Ubrała się w cienki jasnobrązowy sweter i czarne jeansy. Włosy zaplotła w gruby warkocz. Miała jeszcze sporo czasu, więc postanowiła, że skończy książkę. Okazało się, że ma jeszcze dużo stron do końca, więc gdy przestała czytać, wybiła dziesiąta. Natychmiast zeszła po schodach z kufrem i zawołała:
-Tato! Mamo! Czas jechać na dworzec!
Rodzice szybko zjawili się przy niej i wszyscy razem wsiedli do samochodu. Dojechali na dworzec dziesięć minut przed odjazdem pociągu. Lily pożegnała rodziców uściskiem i wbiegła w ścianę, pomiędzy 9 a 10 peronem. Przedarła się przez tłum czarodziei i dotarła do swoich przyjaciółek.
Z Dorcas Meadows i Agnes Martin przyjaźniła się już od pierwszej klasy. Agnes, Długonoga, śliczna blondynka była bardzo władcza, ale nie dla przyjaciół, dla nich była miła i dowcipna. Dorcas, z początku zadziorna chłopczyca, później przemieniła się w słodką i delikatną niebieskooką brunetkę.
Obie przywitały ją bardzo ciepło i już miały wsiadać do wagonu, gdy..
-Evans! Słodziutka, czy umówisz się ze mną?....


~*~


Przepraszam, że tak krótko, ale dopiero się rozkręcam. Proszę o komentarze, bo nie wiem czy pisać dalej. 

Bohaterowie

Cześć! Jestem Felissa. Nie chcąc przedłużać...

Ten blog będzie o Lily Evans. Pewnie znasz już takich wiele, ale myślę, że kolejny nie zaszkodzi :)



Bohaterowie


Lilyanne Evans
                                            Status krwi: mugolak
                                            Wiek: 16 lat
                                            Data urodzenia: 30.01.1960r.
                                            Rodzeństwo: siostra Petunia


Dorcas Meadows
                                                Status krwi: Półkrwi
                                                Wiek: 16 lat
                                                Data urodzenia: 24.07.1960
                                                Rodzeństwo: brat- Waren, siostra- Hope, siostra- Calendula


                                                                 Agnes Martin
                                          Status krwi: Czysta
                                          Wiek: 16 lat
                                           Data urodzenia: 15.04.1960r.
                                           Rodzeństwo: jedynaczka

                                            
           James Potter

                                            Status krwi: Czysta
                                            Wiek: 16 lat
                                            Data urodzenia: 27.03.1960r.
                                            Rodzeństwo: jedynak

Syriusz Black
                                          Status krwi: Czysta
                                          Wiek: 16 lat
                                          Data urodzenia: 03.11.1960r.
                                          Rodzeństwo: brat Regulus



Remus Lupin
                                                              Status krwi: Półkrwi
                                                              Wiek: 16 lat
                                                              Data urodzenia: 10.03.1960r.
                                                              Rodzeństwo: jedynak


Peter Pettigrew
                                          Status krwi: Czysta
                                          Wiek: 16 lat
                                          Data urodzenia: 19.10.1960r.
                                          Rodzeństwo: siostra Hazel