Kolejny wpis! Oh, yea! Mam nadzieję, że będzie lepszy niż
poprzednie XD. Dobra, zabieram się do roboty.
~*~
Lily obudziła się wczesnym rankiem. Po prostu miała to w
nawyku. Cała w skowronkach odprawiła
poranne rytuały. Wyszczotkowała włosy i spięła w wysoki kucyk. Przemyła twarz
chłodną wodą, wytuszowała rzęsy i nałożyła błyszczyk. Czuła się świetnie.
-Nareszcie w domu.-myślała
Zaczęła budzić dziewczyny. Co do porannego wstawania, nic
się nie zmieniło. Agnes zaczęła mamrotać
coś o karpiach, Dor zaplątała się w kotarę, po czym zerwała ją i spadła z
łóżka. Jedynie ich czwartej
współlokatorki nie było w dormitorium. Destiny Yamanaka była nieśmiałą
pół-azjatką. Czas spędzała najczęściej ze swoją siostrą Ayame.
-Dziwne, jest szósta
czternaście, a jej już niema..-powiedziała rudowłosa zerkając na zegar.
-Szósta czternaście, a ty nas budzisz, marchewo?!- oburzyła
się Dorcas.
W pokoju wspólnym było zaskakująco dużo osób jak na tak
wczesną godzinę. Śniadanie zaczynało się o siódmej, więc większość Gryffonów prowadziła
„luźne kominkowe rozmowy”, jak to zwykle zwano. Huncwoci zajmowali główną
kanapę. Czarnowłosa dosiadła się do nich, zanim Lily zdążyła ją powstrzymać.
Razem z Agnes zmuszone były zrobić to samo .
-Dzień dobry perełko! -krzyknął James, na co pół pokoju
wspólnego zarechotała.
Dziewczyna nawet nie miała ochoty na to odpowiadać.
Postanowiła ignorować swojego adoratora. Nie chciała popsuć sobie humoru. Przez pół godziny przysłuchiwała się rozmowom
przyjaciół. Najczęściej odzywał się Syriusz. Rzucał swoimi tanimi tekstami do
Dor, a ta rumieniła się zachwycona.
-Masz może mapę?
-Nie, a po co ci?
-Zgubiłem się w twoich oczach.
Żałosne. Lily nigdy nie rozumiała tych ludzi. Nie mógł po
prostu zaprosić jej na spacer, albo do Hogsmeade? Byłoby łatwiej.
Około siódmej dziesięć Peter zaproponował zejście na
śniadanie. Wszyscy przyjęli ten pomysł z entuzjazmem. Usiedli przy stole. Ruda
nałożyła sobie owsiankę z owocami. Cały czas czuła na sobie czyjś wzrok. Dobrze
wiedziała kto na nią patrzy. Starała się to ignorować. Po chwili do stołu
Gryffonów podeszła McGonagall.
-Pan Black i pan Potter- podeszła do chłopaków, którzy
akurat robili sobie zawody kto zje więcej kiełbasek.
-Tak pani profesor? -zapytali z pełnymi ustami. Agnes
zachichotała.
-Mam wasze plany lekcji.
-Świetnie!- odpowiedział Łapa, który jako pierwszy przełknął
to, co miał w ustach.
-Nie powiedziałabym, że jest „świetnie”. Jest raczej marnie. Niestety nie może pan kontynuować
zielarstwa, ponieważ dostał pan Nędzny. Wolę nie wspominać o historii magii, z
której dostał pan O..
-Nie ma tragedii.-odpowiedział Syriusz, choć mina trochę mu
zrzedła.
-Co do pana, panie Potter, sytuacja jest dość podobna, ale z
zielarstwa dostał pan Zadowalający, więc myślę, że kontynuacja tego przedmiotu nie
będzie problemem .
James uśmiechnął się do Syriusza z wyższością. Był lepszy,
to fakt.
Następna w kolejności była Lily.
-Panno Evans, muszę przyznać, nie zawiodłam się na pani.-
uśmiechnęła się, choć robiła to bardzo, bardzo rzadko.- W z eliksirów, obrony,
transmutacji, zielarstwa i zaklęć. Do tego zgłosiła się do udziału w lekcjach
numerologii i starożytnych run. Jestem naprawdę zadowolona.
-Dziękuję, pani profesor
Plan Remusa był bardzo podobny. Niestety Dorcas i Agnes
miały nieco inne lekcje niż Lily. Prawdę powiedziawszy obie nie radziły sobie
zbyt dobrze z nauką, a Agnes w szczególności.
-Boże, Lily!- krzyknęła Dor spojrzawszy na plan lekcji
rudowłosej- Ile przedmiotów! Dasz sobie radę?
-Mam nadzieję- odparła Lil.
-Przecież ona w ogóle nie będzie miała wolnego czasu!-
oburzyła się Agnes.
-A jeżeli będzie miała, to spędzi go w bibliotece- dodał
Łapa.
Pierwszą lekcją widniejącą na planie Rudowłosej była
numerologia.
-Chyba usnę- mruknęła do siebie zmierzając w stronę sali
profesor Perrich. Była dopiero siódma czterdzieści dwa, więc miała jeszcze
osiemnaście minut. Przed salą nie było nikogo. Usiadła na parapecie okna i czekała,
co chwilę zerkając na zegarek. Popatrzyła przez okno. Zobaczyła śmiejącą się
Dor w towarzystwie Huncwotów. Trochę dalej stała Agnes. Obściskiwała się ze
swoim chłopakiem, Henrym Brownem. Nie oni sami znajdowali się na błoniach. Było
tam pełno osób, głównie starszych, choć pałętało się tam również kilkoro
pierwszorocznych.
-Też mogłabyś tam być, gdybyś nie uparła się na tą głupią
numerologię. Wszyscy zaczynają lekcje o dziewiątej!- odezwał się głosik w
głowie Lily
Potrząsnęła głową jakby chciała się pozbyć natrętnego głosu.
Wiedziała, że musi się tego uczyć jeżeli chce zostać uzdrowicielką.
Na szczęście z rozmyślań wyrwał ją ostry dźwięk dzwonka.
Nawet nie zauważyła, że przed salą stoi mała grupka osób. Po chwili przyszła
również nauczycielka. Wszyscy weszli do sali.
Na wielkiej tablicy napisane było:
Pierwsza lekcja numerologii
Numerologia
jest starożytną sztuką wróżenia z liczb. Pitagoras odkrył, że każda z cyfr ma
magiczną właściwość.
Są 3
numerologiczne systemy związane z cyframi:
· Liczba Celu Życia
· Liczba wewnętrzna
· Liczba Ekspresji Zewnętrznej
Moi drodzy! –zaczęła nauczycielka, gdy już
wszyscy zdążyli przeczytać te kilka zdań. – Numerologia wcale nie jest taka
łatwa jak wam się wydaje. Ale spokojnie! Wszystko wam po kolei wytłumaczę.
Lily nie chciało się słuchać biadolenia pani
Perrich, więc zagłębiła się w swoich myślach. Zastanawiała się, dlaczego nikt
więcej nie zapisał się na numerologię. Było ich łącznie, dziewięć, może
dziesięć osób i to z wszystkich domów. Potem
jej myśli automatycznie skierowały się ku Jamesowi. Przypomniała sobie list,
który przesłał jej w wakacje.
Moja piękna
Lilyanne!
Jeżeli w ogóle zdecydowałaś
otworzyć ten list, jest to dla mnie wielki zaszczyt. Ciągle o Tobie myślę. Mam
nadzieję, że wakacje mijają Ci dobrze. Bardzo chciałbym Cię jeszcze raz
przeprosić za mój ostatni wybryk. Naprawdę nie chciałem, żeby śluz
gumochłona wylądował akurat na tobie.
Wiedz, że moja miłość do ciebie jest jak ogień, który nigdy nie
zgaśnie, ale mam wątpliwości, czy twoje piękne szmaragdowe oczy, choć raz
przychylnie na mnie popatrzą.
Bardzo Cię kocham
James
Gdyby nie fakt, że przysłał jej to ktoś kogo
nienawidzi, uznałaby to za całkiem romantyczne.
-Ach gdyby nie zgrywał idioty i nie znęcał się
nad słabszymi..- myślała Rudowłosa- Nie Lily! Wybij to sobie z głowy. To
kompletny drań! Ale jaki ładny drań..-Potrząsnęła głową i zdała sobie sprawę,
że do końca lekcji zostało pięć minut, a ona ani trochę nie zrozumiała tematu.
-Trzeba będzie to nadrobić- westchnęła.
Miała jeszcze przed sobą całe pięć godzin
nauki. Po numerologii przyszła kolej na transmutację. Lily w trzy minuty
obiegła praktycznie całą szkołę, bo, jak się okazało –zapomniała książek. Teraz
na szczęście, a może nieszczęście, była ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi.
Usiadła z Dorcas. Niestety ławkę za nimi zajęli Potter i Black.
-Gorzej być nie mogło –mruknęła Lil.
-Co tam szepczesz, kochanie?- zapytał James
Lily miała ochotę go zabić, a jedyne co ją powstrzymywało,
to czujny wzrok McGonagall. Lekcja minęła dosyć spokojnie, pomijając fakt, że
dziewczyny musiały znosić sprośne żarciki Syriusza i liściki miłosne od Rogacza.
Kolejne lekcje także dało się przeżyć, choć
nie było łatwo. Po zajęciach Rudowłosa rzuciła się na kanapę w PW i nikomu nie
chciała się posunąć. Doprowadziła do tego, że Syriusz usiadł na niej,
przygniatając swoim niezwykle ciężkim ciałem.
-Lilka, chyba nie będziesz tak leżeć! -krzyknął
Łapa
-Jestem wykończona. Wy skończyliście dwie godziny
wcześniej.
-Mówiłam, że dodatkowe lekcje nie są dobrym
pomysłem.- dorzuciła Agnes.
-Przecież wiesz, że jeżeli chcę zostać
uzdrowicielką, muszę się przyłożyć do nauki.
-Ja nie muszę się uczyć. Jak skończę Hogwart,
zostanę sławnym motocyklistą i będę zarabiał krocie.-powiedział Syriusz
-Ha, ha zabawne Łapo- rzucił James
- A ty niby kim chcesz zostać?
-Aurorem, oczywiście.
Wielka Sala pękała w szwach. Co jak co, ale
każdy obiad w tej szkole był niczym wielka uroczystość. Stoły uginały się od
jedzenia. Sklepienie było tym razem bardzo pogodne. Wszyscy byli dziś
prze szczęśliwi i niesamowicie życzliwi. No, może oprócz Lilki. Ona nadal czuła
się jakby właśnie wstała z martwych. Przez wakacje zdążyła odzwyczaić się od
ciężkiej pracy, a po obiedzie musi napisać jeszcze dwa referaty i nadrobić
numerologię.
Gdy skończyła się krzątanina i wszyscy już
nałożyli jedzenie na talerze, zapanował niezwykły spokój. Słychać było tylko
pobrzękiwanie sztućców. Żadnych rozmów, żadnych śmiechów. Zbyt nienaturalnie.
Ruda wiedziała, że zaraz coś się wydarzy. No i masz.
Buuuum! Puuf! Ała!
Jedna z rzeźb zdobiących ściany oderwała się i
spadła na stół ślizgonów. Ochlapała wszystkich siedzących przy tym stole tym,
co na nim leżało. Każdy się śmiał, ale najgłośniejszy śmiech należał do
Huncwotów.
-Gryffindor traci sto punktów!- wrzasnęła
rozwścieczona McGonagall
Po jaj słowach zapadła martwa cisza. Huncwoci
spojrzeli po sobie, trochę zdezorientowani, a trochę przerażeni. Lily była
czerwona jak dorodny pomidor.
-Kompletni idioci!- Rudowłosa wrzasnęła tak,
że większość uczniów, a nawet nauczycieli zadrżała.- Nie zdobyliśmy jeszcze
żadnych punktów, a straciliśmy sto! Wiecie jak długo będziemy to nadrabiać,
jeżeli w ogóle nam się to uda?!
Wyszła z Wielkiej Sali. Wszyscy byli po prostu
osłupiali, oprócz Dumbledora. On wydawał się nieco rozbawiony tą sytuacją.
~*~
Komentujcie, błagam, błagam, błagam. To wiele dla mnie znaczy, bo nie wiem czy ktoś w ogóle to czyta.