Jeeeej! Całe 40 wyświetleń! Postanowiłam napisać tą notkę,
gdyż dostałam nagłego napływu weny. Mam nadzieję, że się wam
spodoba. Zapraszam do czytania misiaki!
~*~
Przez kolejne dni Lily chodziła rozwścieczona. Zachowywała
się jak tykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. Jej przyjaciele
musieli naprawdę uważać, żeby nie doprowadzić jej do granicy wściekłości i
szaleństwa. Huncwoci starali się omijać ją szerokim łukiem. Oprócz Rogacza. On
swoim zachowaniem tylko pogarszał sytuację. Ciągle łaził za nią starając się
przeprosić , co wydawało się raczej niemożliwe. Ona tylko posyłała mu zabójcze
spojrzenia, które mówiły „Jeżeli teraz nie przestaniesz mówić, to zabiję cię ze
szczególnym okrucieństwem”.
Wrzesień się kończył. Choć wciąż było ciepło, a na dworze
czas spędzało bardzo wielu hogwardzkich uczniów, Ruda niestety nie miała tyle
czasu by bezczynnie przemierzać błonia. Ciągle siedziała z nosem w książkach
lub pisała wypracowania, co również zalicza się do siedzenia z nosem w
książkach. Książki stały się jej życiem i jedynym zajęciem.
Pewnego wieczora, tuż przed ciszą nocną, Lily szła ciemnym
korytarzem w stronę biblioteki. Musiała oddać książki. Co prawda, mogła równie dobrze
zrobić to jutro, ale ona nigdy nie lubiła z niczym zwlekać. Cisza była bardzo
przytłaczająca. Jej kroki odbijały się echem od ścian. Miała wrażenie, że cały
zamek słyszy, jak na piątym piętrze pewna na tyle głupia dziewczyna zmierza do biblioteki,
o tak późnej porze. Była już przed ostatnim zakrętem nim ujrzy drzwi. Wielkie,
drewniane, skrzypiące drzwi do pomieszczenia pełnego starych ksiąg i woluminów.
Miejsca, w którym zakochana była już od pierwszej klasy. Miejsca, które pachnie
cudownym starym papierem. Miejsca, które…
Aaaaaa!...
Z przeciwległego końca korytarza słychać było krzyk. Krzyk
dziecka. Lily w sekundę rzuciła na ziemię książki, wyciągnęła różdżkę i pobiegła na
oślep. Szybka reakcja była kroplą w morzu zalet i umiejętności panny Evans. Zza
zakrętem stali Ślizgoni: Avery, Mulciber, Malfoy i…
-Sev –wyszeptała, po czym zrobiła groźną minę.
Spojrzał na nią z utęsknieniem, ale opanował się, uniósł
dumnie głowę i warknął:
-Zjawiła się nasza szlama.
Pewien przystojny brunet postanowił spędzić uroczy, wtorkowy
wieczór w dormitorium, razem ze swoimi przyjaciółmi. Spoglądał na mapę
Hogwartu. Z utęsknieniem wypatrywał na niej tej jednej, pięknej kropki z
podpisem Lily Evans. Nie było jej w
dormitorium, ani w PW. Gdzie ona się podziewa?
Błonia , parter, piętro I, piętro II, piętro III, piętro IV. Piętro V!
-O Jezu!- krzyknął zrywając się na nogi.
-Co jest?- spytał zaskoczony Syriusz
-Popatrz!
Obok jego ukochanej kropki, widniały cztery znienawidzone. Łapa
(a oprócz niego również Remus i Peter) wpatrywali się z niepokojem w miejsce
wskazane przez Rogacza.
-Czego ci idioci od niej chcą?- spytał ruszając do wyjścia
James.
-Obok nich znajduje się również pierwszoroczna Annie Millan,
więc Lilka prawdopodobnie znajduje się tam z jej powodu.- odpowiedział
wszechwiedzący Lunatyk.
Wszyscy razem w ekspresowym tempie znaleźli się na piątym
piętrze. Usłyszeli krzyk tak okropny i rozdzierający ciszę nocy, że ciarki
przeszły ich po plecach. To krzyk Lily. Za zakrętem ujrzeli sześć osób, w tym
Rudowłosą unoszącą się w strumieniu zielono- niebieskiego światła. Wiła się z
bólu i jęczała. Była blada jak papier, a w jej oczach można było dostrzec niewyobrażalny
strach i cierpienie. James bez namysłu skoczył na Averego, wyrywając mu różdżkę
i waląc pięściami po twarzy. Black zajął się pozostałymi ślizgonami, a Lupin podbiegł do Lily
sprawdzając jej puls i próbując ją ocucić. Na marne. Peter natomiast stał z
boku, starając nie rzucać się w oczy.
Hałas postawił na nogi połowę zamku. Najpierw przybiegła
pani Pince. Zobaczywszy tą scenę, mało co nie zemdlała. Pobiegła w głąb
korytarza, krzycząc i wołając o pomoc. Gdy prawie wszyscy nauczyciele zbiegli
się na miejsce, Avery był nieprzytomny, Snape i Mulciber stali z boku, a
Syriusz i Lucjusz wciąż rzucali na siebie zaklęciami. Rogacz z Lunatykiem
klęczeli przy Lily, a ten pierwszy prawie płakał. Wyglądała jakby lada chwila
miała odejść z tego świata. Ledwo oddychała. Jak długo to trwało? Jak długo ją
męczyli?
-Lily nie odchodź, proszę.
Kilka dni później Lilyanne nadal nie okazywała oznak życia.
James siedział przy niej dzień i noc. Pani Pomfrey nie miała nic przeciwko temu.
Była wzruszona. Nauczyciele wciąż nie zwracali uwagi na jego spóźnienia na
lekcje i braki zadań. Czasami towarzyszyły mu dziewczyny, ale nie cały czas. One
też mają swoje życie. W przypadku Jamesa to właśnie Lily była całym jego życiem.
Avery został wywalony ze szkoły. Slytherin stracił po sto
punktów za każdego współwinnego. Mała Annie Millan została przepisana przez
swoich rodziców do Akademii Beauxbatons.
-Jeżeli panna Evans nie obudzi się do jutra, będziemy
musieli przewieźć ją do Munga.
James przysłuchiwał się rozmowie Dumbledora i McGonagall.
Cały czas siedział na krześle obok jej łóżka i trzymał ją za rękę. Minerwa
wyszła, a dyrektor przysiadł po drugie stronie pryczy.
-Blado dziś wygląda, nieprawdaż? -zagadnął takim tonem, jakby
pytał o pogodę.
-Jak zawsze- westchnął Potter- myśli pan, że gdy się obudzi,
dalej będzie na mnie zła?
-Gdy się obudzi prawdopodobnie nie będzie wiedziała kim
jesteś, więc wątpię żeby była na ciebie zła.
-Dlaczego? Czy zaklęcie Crucio, aż tak źle działa na ludzi?
-To zaklęcie jest stworzone, by czynić zło. Trudno sobie
wyobrazić ból jaki ono przynosi. Szczęśliwy ten, kto nigdy go nie zaznał.- Tu
przerwał na chwilę wpatrując się w jej wychudzoną twarz.-Zaklęcie nie jest
bardzo groźne, gdy trwa mniej niż minutę. W jej przypadku trwało przynajmniej cztery.
Po tych słowach zapadła chwilowa cisza.
-Nie jest pan zły, że opuszczam lekcje?
-Czasami są rzeczy, znacznie ważniejsze od zdobywania
wiedzy.
Znów cisza
-Kocham ją.
~*~
Dzisiaj trochę bardziej tragicznie. Mam nadzieją, że się
podobało J

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz