czwartek, 26 marca 2015

1. Pierwszy września

Całe Privet Drive skąpane było w ciemności. Tylko tylko z jednego okna płynęło łagodne zielonkawe światło, a w oknie siedziała niewielka, wszystkim dobrze znana, rudowłosa Lily Evans. Czytała właśnie niedużą książkę, oprawioną w jasnobrązową skórę. Były to Baśnie Barda Beedle’a. Wyjątkowo wciągnięta w lekturę, nie zauważyła, że jest godzina czwarta nad ranem, a słońce powoli zaczynało wychylać się zza horyzontu. Gdyby bliżej przyjrzeć się dziewczynie, można zauważyć, że jej oczy są bardzo wyjątkowe. Ciemnozielone z jeszcze ciemniejszymi obwódkami dookoła.  Z dziwnym, tajemniczym blaskiem..
Rudowłosa uniosła głowę, a zobaczywszy złotą łunę świtu zaklęła cicho pod nosem i zsunęła się z parapetu. Wskoczyła na łóżko i zanurzyła w kołdrze, aż po uszy. Moment po tym drzwi pokoju otworzyły się i pani Mary Evans zawołała od progu:
-Lily! Wstawaj! Nowy, piękny dzień tylko czeka, aby go odkryć! Czy to nie piękne? I zaczęła głosić swe kazanie, że żaden dzień nie może być zmarnowany, gdy otacza nas taki piękny świat. Powiedziała kilka wierszy o niezwykłości natury, a potem podeszła do okna i otworzyła je na oścież, strącając książkę, którą przed minutą czytała Lily. Nie zwracając uwagi na minę córki wyszła z pokoju nucąc piosenkę Louisa Armstronga- What a wonderful world. Zielonooka szybko wygramoliła się z pościeli i chwyciła książkę leżącą na ziemi, sprawdzając jej stan. Na szczęście była cała. Wypożyczyła ją na wakacje, a wiedziała, że pani Pince, czyli bibliotekarka nie podarowałaby jej gdyby zniszczyła książkę. Lily pomyślała o szkole..
- Zaraz… Przecież dziś tam wracam! Pierwszy września! Jak mogłam zapomnieć?
Zaczęła natychmiastowo pakować rzeczy do kufra.
-Ubrania, bielizna, książki, różdżka, kot.. Właśnie! Gdzie kot?
Koszyk, w którym zawsze spał Edward, kot Lily, był pusty, nie licząc aksamitnej poduszeczki. Ruda zeszła na parter w poszukiwaniu pupila. W salonie go nie było, w łazience też nie. Liliyanne zaglądnęła do kuchni.  Na ladzie siedział mały czarny kot. Trzy szafki były otwarte. Z jednej z nich wysypane były przyprawy, z drugiej mąka, a na podłodze leżał mały stosik zbitych talerzy.
-Widzę, że szukałeś karmy.- powiedziała otwierając szufladę i wyciągając porcję chrupek dla kotów- Proszę cię bardzo.
Kot zeskoczył z lady i zabrał się za wyżeranie chrupek.
-Jakim cudem nauczyłeś się otwierać szafki?- zapytała Lily
-Miauu..- usłyszała w odpowiedzi.
-Tak myślałam.
Zjadła śniadanie i weszła do swojego pokoju. Ubrała się w cienki jasnobrązowy sweter i czarne jeansy. Włosy zaplotła w gruby warkocz. Miała jeszcze sporo czasu, więc postanowiła, że skończy książkę. Okazało się, że ma jeszcze dużo stron do końca, więc gdy przestała czytać, wybiła dziesiąta. Natychmiast zeszła po schodach z kufrem i zawołała:
-Tato! Mamo! Czas jechać na dworzec!
Rodzice szybko zjawili się przy niej i wszyscy razem wsiedli do samochodu. Dojechali na dworzec dziesięć minut przed odjazdem pociągu. Lily pożegnała rodziców uściskiem i wbiegła w ścianę, pomiędzy 9 a 10 peronem. Przedarła się przez tłum czarodziei i dotarła do swoich przyjaciółek.
Z Dorcas Meadows i Agnes Martin przyjaźniła się już od pierwszej klasy. Agnes, Długonoga, śliczna blondynka była bardzo władcza, ale nie dla przyjaciół, dla nich była miła i dowcipna. Dorcas, z początku zadziorna chłopczyca, później przemieniła się w słodką i delikatną niebieskooką brunetkę.
Obie przywitały ją bardzo ciepło i już miały wsiadać do wagonu, gdy..
-Evans! Słodziutka, czy umówisz się ze mną?....


~*~


Przepraszam, że tak krótko, ale dopiero się rozkręcam. Proszę o komentarze, bo nie wiem czy pisać dalej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz