Napisałam! Co prawda minęło dosyć dużo czasu, ale po pierwszej
notce zniechęcił mnie brak komentarzy. No, ale czego ja się spodziewałam? Na
razie cieszę się, że mam chociaż te 20 wyświetleń XD. Nadal nie obiecuję, że
wpisy będą pojawiać się regularnie. Ba, prawdopodobnie będę pisać raz na pół
roku, no ale cóż.. życie. Dobra zabieram się do pisania.
~*~
-Zapomnij, Potter.-tymi słowami rudowłosa zakończyła tą krótką
rozmowę.
James już otwierał usta, aby odpowiedzieć, lecz nagle pociąg
zagwizdał donośnie i zaczął powoli ruszać.
-Nie, czekaj!-krzyknęła Lily i razem z przyjaciółmi biegła jak
oszalała. W ostatnim momencie udało im się doskoczyć, choć nie było to łatwe
zważając na kufry.
-To twoja wina Potter!
-Nie denerwuj się kochanie.
-Ugh, zamknij się!
Trudno było, tak w ostatniej chwili, znaleźć wolny przedział, więc
dosiedli się do małej grupki jakichś Puchonów. Lily znała tylko jednego z nich.
Nazywał się Clawes. Był na siódmym roku. Udzielała mu kiedyś korepetycji z
eliksirów. Cham i prostak- tylko tak można było go nazwać.
-Jak się miewa nasza wiewióra?- odezwał się. James zmierzył go
wzrokiem bazyliszka.
-Bardzo dobrze, dziękuję.-odparła Lily zajmując miejsce. Nie
zamierzała dłużej ciągnąć tej konwersacji. Podróż minęła dosyć nieprzyjemnie.
Nikt z Huncwotów, ani żadna z dziewczyn nie odezwała się do niemiłych
towarzyszy. Nie mogli sobie pozwolić na swobodną rozmowę. Od czasu do czasu
Clawes mówił szeptem do swoich koleżków. Z ruchu jego ust dało się wyczytać, że
wspominał coś o szlamach. Gdyby wzrok Rogacza mógłby zabijać, to Clawes już
dawno smażyłby się w piekle.
Po długiej i niezwykle nudnej podróży dotarli wreszcie do
Hogsmeade. Lily w pierwszej kolejności poszła przywitać się z Hagridem. Nie
trudno było go znaleźć.
-Cześć Rubeusie!
-Lily, cholibka! Aleś ty wyrosła! Pędź lepi do wozów, bo się
spóźnisz i będzie problym!
-Racja- odpowiedziała i puściła się biegiem w stronę wozów
ciągniętych przez testrale. Widziała je. Gdy była jeszcze małą dziewczynką
widziała śmierć swojej babci. Otarła łzę z policzka. Umarła szczęśliwa. Tylko
to się liczy. Wsiadła do wozu. Oczywiście musiała wsiąść do tego, w którym są
Huncwoci.
-Pech, jak zwykle- pomyślała.
Podróż nie trwała długo. Zaledwie dziesięć minut, ale w tym czasie
James zdążył wyznać jej miłość przynajmniej z szesnaście razy.
Wielka sala wyglądała niezwykle zachęcająco. Sklepienie tonęło w
gwiazdach, wszędzie latały świece, a na ścianach wisiały rzeźby przedstawiające
orła, borsuka, lwa i węża. Ciepła kolorystyka sprawiała, że atmosfera była
niepowtarzalna. Zza stołu nauczycielskiego uśmiechała się siwa głowa Dumbledora
odziana w granatową tiarę w księżyce. Usiedli przy stole Gryffindoru. Po chwili
weszli pierwszoroczni prowadzeni przez McGonagall. Zaczęła się ceremonia
przydziału. Tiara śpiewała:
Ponad tysiąc lat temu
Nad wielkim jeziorem
Czwórka czarodziejów zebrała się
I późną porą
Już całkiem wieczorem
Co się stało?
Każdy dobrze wie.
Godryk z mieczem całym ze srebra
Salazar ze złotym medalionem
Helga z czarką z jakże cudnym borsukiem
Rowena z diademem uznawanym za koronę
Machnęli różdżkami i w sekundy ułamek
Powstał ogromny, piękny zamek
Gdy tylko się ściemni,
można odkryć tu wiele tajemnic
Ile ich jest- spytacie
I tak wszystkich nie poznacie.
Spokojne życie będziecie tu wieść
Lecz niebawem stanie się coś złego,
Tak bardzo niespodziewanego.*
Po ostatnich słowach piosenki rozległy się ciche szepty.
Minerwa uciszyła wszystkich i zaczęła wyczytywać nazwiska.
-Arlett Esmerilla.
Mała, pulchna, ciemnowłosa dziewczynka ruszyła niepewnie w stronę
stołka. Ledwo tiara dotknęła czubka jej głowy rozległ się krzyk.
-Hufflepuff!
Następny był wysoki uśmiechnięty chłopiec. Miał jasne, prawie
białe włosy i słodkie piegi na nosie. Został przydzielony do Ravenclawu. Lily
nie zwracała uwagi na pozostałych pierwszorocznych. Z zamyślenia wyrwał ją głos
Dorcas:
-To mój brat-szepnęła
Do stołka właśnie podszedł niski chłopiec o oliwkowej cerze i
ciemnych kędziorkach. Zupełnie jak Dor.
-Słodki -odparła Ruda.
-Ale nieznośny- Dorcas skrzywiła się –W domu jest nie do
wytrzymania. Jej kochany braciszek trafił oczywiście do Gryffindoru.
Ceremonia przydziału dobiegła końca. Została jeszcze przemowa
dyrektora.
-Witajcie w nowym roku szkolnym -zaczął- Wiem, że jesteście
głodni, więc postaram się szybko. Cieszę się, że dotarliście tu bezpiecznie i w
dobrych humorach. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że wstęp o Zakazanego Lasu
jest surowo wzbroniony. Kąpiel w jeziorze także nie jest mile widziana-spojrzał
na Huncwotów –Cisza nocna zaczyna się o godzinie dwudziestej pierwszej. Po
ciszy nocnej nie wolno wam wychodzić poza wasze dormitoria. Do zamku nie wolno
wnosić zabawek od Zonki. Lista zakazanych rzeczy wisi na drzwiach gabinetu pana
Filcha. Tak, to już koniec. Smacznego!
Na stołach zaczęło pojawiać się jedzenie. Od pieczonego indyka po
puddingi owocowe. Były również pieczone kartofle, sałatki różnego rodzaju,
kiełbaski, bekon i wiele, wiele innych smakołyków, o których większości z nas
się nawet nie śniło. Lily postanowiła, że zaspokoi swój głód naleśnikami z
sosem jagodowo-porzeczkowym. Po chwili pojawiły się desery: ciasta czekoladowe,
owocowe, cukierki karmelowe, desery lodowe. Prawdziwe niebo. Lily wepchnęła w
siebie już tylko kawałek sernika. Natomiast Peter spróbował wszystkiego co było
na stole (jeżeli to w ogóle możliwe).
Dyrektor wstał ponownie i powiedział tylko:
-Czas do łóżek!
Rudowłosa dopiero teraz zrozumiała jak bardzo jest wykończona.
Trudno opisać, jak bardzo ucieszył ją powrót do miękkiego, hogwardzkiego łóżka.
~*~
*Tak, wiem, że piosenka tiary była tragiczna. Chyba nie będę poetą.
Bardzo, bardzo, bardzo proszę o komentarze. Czy ktoś to w ogóle
przeczytał? Heloł? Będę wdzięczna jeżeli ktoś napisze chociaż „Tak przeczytałem”.
Narka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz