niedziela, 11 października 2015

2.Rozpoczęcie roku

Napisałam! Co prawda minęło dosyć dużo czasu, ale po pierwszej notce zniechęcił mnie brak komentarzy. No, ale czego ja się spodziewałam? Na razie cieszę się, że mam chociaż te 20 wyświetleń XD. Nadal nie obiecuję, że wpisy będą pojawiać się regularnie. Ba, prawdopodobnie będę pisać raz na pół roku, no ale cóż.. życie. Dobra zabieram się do pisania.
~*~

-Zapomnij, Potter.-tymi słowami rudowłosa zakończyła tą krótką rozmowę.
James już otwierał usta, aby odpowiedzieć, lecz nagle pociąg zagwizdał donośnie i zaczął powoli ruszać.
-Nie, czekaj!-krzyknęła Lily i razem z przyjaciółmi biegła jak oszalała. W ostatnim momencie udało im się doskoczyć, choć nie było to łatwe zważając na kufry.
-To twoja wina Potter!
-Nie denerwuj się kochanie.
-Ugh, zamknij się!
Trudno było, tak w ostatniej chwili, znaleźć wolny przedział, więc dosiedli się do małej grupki jakichś Puchonów. Lily znała tylko jednego z nich. Nazywał się Clawes. Był na siódmym roku. Udzielała mu kiedyś korepetycji z eliksirów. Cham i prostak- tylko tak można było go nazwać.
-Jak się miewa nasza wiewióra?- odezwał się. James zmierzył go wzrokiem bazyliszka.
-Bardzo dobrze, dziękuję.-odparła Lily zajmując miejsce. Nie zamierzała dłużej ciągnąć tej konwersacji. Podróż minęła dosyć nieprzyjemnie. Nikt z Huncwotów, ani żadna z dziewczyn nie odezwała się do niemiłych towarzyszy. Nie mogli sobie pozwolić na swobodną rozmowę. Od czasu do czasu Clawes mówił szeptem do swoich koleżków. Z ruchu jego ust dało się wyczytać, że wspominał coś o szlamach. Gdyby wzrok Rogacza mógłby zabijać, to Clawes już dawno smażyłby się w piekle.

Po długiej i niezwykle nudnej podróży dotarli wreszcie do Hogsmeade. Lily w pierwszej kolejności poszła przywitać się z Hagridem. Nie trudno było go znaleźć.
-Cześć Rubeusie!
-Lily, cholibka! Aleś ty wyrosła! Pędź lepi do wozów, bo się spóźnisz i będzie problym!
-Racja- odpowiedziała i puściła się biegiem w stronę wozów ciągniętych przez testrale. Widziała je. Gdy była jeszcze małą dziewczynką widziała śmierć swojej babci. Otarła łzę z policzka. Umarła szczęśliwa. Tylko to się liczy. Wsiadła do wozu. Oczywiście musiała wsiąść do tego, w którym są Huncwoci.
-Pech, jak zwykle- pomyślała.
Podróż nie trwała długo. Zaledwie dziesięć minut, ale w tym czasie James zdążył wyznać jej miłość przynajmniej z szesnaście razy.

Wielka sala wyglądała niezwykle zachęcająco. Sklepienie tonęło w gwiazdach, wszędzie latały świece, a na ścianach wisiały rzeźby przedstawiające orła, borsuka, lwa i węża. Ciepła kolorystyka sprawiała, że atmosfera była niepowtarzalna. Zza stołu nauczycielskiego uśmiechała się siwa głowa Dumbledora odziana w granatową tiarę w księżyce. Usiedli przy stole Gryffindoru. Po chwili weszli pierwszoroczni prowadzeni przez McGonagall. Zaczęła się ceremonia przydziału. Tiara śpiewała:

Ponad tysiąc lat temu
Nad wielkim jeziorem
Czwórka czarodziejów zebrała się
I późną porą
Już całkiem wieczorem
Co się stało?
Każdy dobrze wie.

Godryk z mieczem całym ze srebra
Salazar ze złotym medalionem
Helga z czarką z jakże cudnym borsukiem
Rowena z diademem uznawanym za koronę

Machnęli różdżkami i w sekundy ułamek
Powstał ogromny, piękny zamek

Gdy tylko się ściemni,
 można odkryć tu wiele tajemnic
Ile ich jest- spytacie
I tak wszystkich nie poznacie.

Spokojne życie będziecie tu wieść
Lecz niebawem stanie się coś złego,
Tak bardzo niespodziewanego.*

Po ostatnich słowach piosenki rozległy się ciche szepty.
Minerwa uciszyła wszystkich i zaczęła wyczytywać nazwiska.
-Arlett Esmerilla.
Mała, pulchna, ciemnowłosa dziewczynka ruszyła niepewnie w stronę stołka. Ledwo tiara dotknęła czubka jej głowy rozległ się krzyk.
-Hufflepuff!
Następny był wysoki uśmiechnięty chłopiec. Miał jasne, prawie białe włosy i słodkie piegi na nosie. Został przydzielony do Ravenclawu. Lily nie zwracała uwagi na pozostałych pierwszorocznych. Z zamyślenia wyrwał ją głos Dorcas:
-To mój brat-szepnęła
Do stołka właśnie podszedł niski chłopiec o oliwkowej cerze i ciemnych kędziorkach. Zupełnie jak Dor.
-Słodki -odparła Ruda.
-Ale nieznośny- Dorcas skrzywiła się –W domu jest nie do wytrzymania. Jej kochany braciszek trafił oczywiście do Gryffindoru.

Ceremonia przydziału dobiegła końca. Została jeszcze przemowa dyrektora.
-Witajcie w nowym roku szkolnym -zaczął- Wiem, że jesteście głodni, więc postaram się szybko. Cieszę się, że dotarliście tu bezpiecznie i w dobrych humorach. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że wstęp o Zakazanego Lasu jest surowo wzbroniony. Kąpiel w jeziorze także nie jest mile widziana-spojrzał na Huncwotów –Cisza nocna zaczyna się o godzinie dwudziestej pierwszej. Po ciszy nocnej nie wolno wam wychodzić poza wasze dormitoria. Do zamku nie wolno wnosić zabawek od Zonki. Lista zakazanych rzeczy wisi na drzwiach gabinetu pana Filcha. Tak, to już koniec. Smacznego!
Na stołach zaczęło pojawiać się jedzenie. Od pieczonego indyka po puddingi owocowe. Były również pieczone kartofle, sałatki różnego rodzaju, kiełbaski, bekon i wiele, wiele innych smakołyków, o których większości z nas się nawet nie śniło. Lily postanowiła, że zaspokoi swój głód naleśnikami z sosem jagodowo-porzeczkowym. Po chwili pojawiły się desery: ciasta czekoladowe, owocowe, cukierki karmelowe, desery lodowe. Prawdziwe niebo. Lily wepchnęła w siebie już tylko kawałek sernika. Natomiast Peter spróbował wszystkiego co było na stole (jeżeli to w ogóle możliwe).
Dyrektor wstał ponownie i powiedział tylko:
-Czas do łóżek!
Rudowłosa dopiero teraz zrozumiała jak bardzo jest wykończona. Trudno opisać, jak bardzo ucieszył ją powrót do miękkiego, hogwardzkiego łóżka.

~*~
*Tak, wiem, że piosenka tiary była tragiczna. Chyba nie będę poetą.
Bardzo, bardzo, bardzo proszę o komentarze. Czy ktoś to w ogóle przeczytał? Heloł? Będę wdzięczna jeżeli ktoś napisze chociaż  „Tak przeczytałem”.


                                       Narka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz