sobota, 31 października 2015

3. Pierwszy dzień, pierwsze stracone punkty

Kolejny wpis! Oh, yea! Mam nadzieję, że będzie lepszy niż poprzednie XD. Dobra, zabieram się do roboty.

~*~
Lily obudziła się wczesnym rankiem. Po prostu miała to w nawyku.  Cała w skowronkach odprawiła poranne rytuały. Wyszczotkowała włosy i spięła w wysoki kucyk. Przemyła twarz chłodną wodą, wytuszowała rzęsy i nałożyła błyszczyk. Czuła się świetnie.
-Nareszcie w domu.-myślała
Zaczęła budzić dziewczyny. Co do porannego wstawania, nic się nie zmieniło.  Agnes zaczęła mamrotać coś o karpiach, Dor zaplątała się w kotarę, po czym zerwała ją i spadła z łóżka.  Jedynie ich czwartej współlokatorki nie było w dormitorium. Destiny Yamanaka była nieśmiałą pół-azjatką. Czas spędzała najczęściej ze swoją siostrą Ayame.
-Dziwne,  jest szósta czternaście, a jej już niema..-powiedziała rudowłosa zerkając na zegar.
-Szósta czternaście, a ty nas budzisz, marchewo?!- oburzyła się Dorcas.

W pokoju wspólnym było zaskakująco dużo osób jak na tak wczesną godzinę. Śniadanie zaczynało się o siódmej, więc większość Gryffonów prowadziła „luźne kominkowe rozmowy”, jak to zwykle zwano. Huncwoci zajmowali główną kanapę. Czarnowłosa dosiadła się do nich, zanim Lily zdążyła ją powstrzymać. Razem z Agnes zmuszone były zrobić to samo .
-Dzień dobry perełko! -krzyknął James, na co pół pokoju wspólnego zarechotała.
Dziewczyna nawet nie miała ochoty na to odpowiadać. Postanowiła ignorować swojego adoratora. Nie chciała popsuć sobie humoru.  Przez pół godziny przysłuchiwała się rozmowom przyjaciół. Najczęściej odzywał się Syriusz. Rzucał swoimi tanimi tekstami do Dor, a ta rumieniła się zachwycona.
-Masz może mapę?
-Nie, a po co ci?
-Zgubiłem się w twoich oczach.
Żałosne. Lily nigdy nie rozumiała tych ludzi. Nie mógł po prostu zaprosić jej na spacer, albo do Hogsmeade? Byłoby łatwiej.

Około siódmej dziesięć Peter zaproponował zejście na śniadanie. Wszyscy przyjęli ten pomysł z entuzjazmem. Usiedli przy stole. Ruda nałożyła sobie owsiankę z owocami. Cały czas czuła na sobie czyjś wzrok. Dobrze wiedziała kto na nią patrzy. Starała się to ignorować. Po chwili do stołu Gryffonów podeszła McGonagall.
-Pan Black i pan Potter- podeszła do chłopaków, którzy akurat robili sobie zawody kto zje więcej kiełbasek.
-Tak pani profesor? -zapytali z pełnymi ustami. Agnes zachichotała.
-Mam wasze plany lekcji.
-Świetnie!- odpowiedział Łapa, który jako pierwszy przełknął to, co miał w ustach.
-Nie powiedziałabym, że jest „świetnie”.  Jest raczej marnie. Niestety nie może pan kontynuować zielarstwa, ponieważ dostał pan Nędzny. Wolę nie wspominać o historii magii, z której dostał pan O..
-Nie ma tragedii.-odpowiedział Syriusz, choć mina trochę mu zrzedła.
-Co do pana, panie Potter, sytuacja jest dość podobna, ale z zielarstwa dostał pan Zadowalający, więc  myślę, że kontynuacja tego przedmiotu nie będzie problemem .
James uśmiechnął się do Syriusza z wyższością. Był lepszy, to fakt.                                                                                                                                          
Następna w kolejności była Lily.
-Panno Evans, muszę przyznać, nie zawiodłam się na pani.- uśmiechnęła się, choć robiła to bardzo, bardzo rzadko.- W z eliksirów, obrony, transmutacji, zielarstwa i zaklęć. Do tego zgłosiła się do udziału w lekcjach numerologii i starożytnych run. Jestem naprawdę zadowolona.
-Dziękuję, pani profesor
Plan Remusa był bardzo podobny. Niestety Dorcas i Agnes miały nieco inne lekcje niż Lily. Prawdę powiedziawszy obie nie radziły sobie zbyt dobrze z nauką, a Agnes w szczególności.
-Boże, Lily!- krzyknęła Dor spojrzawszy na plan lekcji rudowłosej- Ile przedmiotów! Dasz sobie radę?
-Mam nadzieję- odparła Lil.
-Przecież ona w ogóle nie będzie miała wolnego czasu!- oburzyła się Agnes.
-A jeżeli będzie miała, to spędzi go w bibliotece- dodał Łapa.

Pierwszą lekcją widniejącą na planie Rudowłosej była numerologia.
-Chyba usnę- mruknęła do siebie zmierzając w stronę sali profesor Perrich. Była dopiero siódma czterdzieści dwa, więc miała jeszcze osiemnaście minut. Przed salą nie było nikogo. Usiadła na parapecie okna i czekała, co chwilę zerkając na zegarek. Popatrzyła przez okno. Zobaczyła śmiejącą się Dor w towarzystwie Huncwotów. Trochę dalej stała Agnes. Obściskiwała się ze swoim chłopakiem, Henrym Brownem. Nie oni sami znajdowali się na błoniach. Było tam pełno osób, głównie starszych, choć pałętało się tam również kilkoro pierwszorocznych.
-Też mogłabyś tam być, gdybyś nie uparła się na tą głupią numerologię. Wszyscy zaczynają lekcje o dziewiątej!- odezwał się głosik w głowie Lily
Potrząsnęła głową jakby chciała się pozbyć natrętnego głosu. Wiedziała, że musi się tego uczyć jeżeli chce zostać uzdrowicielką.

Na szczęście z rozmyślań wyrwał ją ostry dźwięk dzwonka. Nawet nie zauważyła, że przed salą stoi mała grupka osób. Po chwili przyszła również nauczycielka. Wszyscy weszli do sali.
Na wielkiej tablicy napisane było:

Pierwsza lekcja numerologii
Numerologia jest starożytną sztuką wróżenia z liczb. Pitagoras odkrył, że każda z cyfr ma magiczną właściwość.
Są 3 numerologiczne systemy związane z cyframi:
·       Liczba Celu Życia
·       Liczba wewnętrzna
·       Liczba Ekspresji Zewnętrznej



Moi drodzy! –zaczęła nauczycielka, gdy już wszyscy zdążyli przeczytać te kilka zdań. – Numerologia wcale nie jest taka łatwa jak wam się wydaje. Ale spokojnie! Wszystko wam po kolei wytłumaczę.
Lily nie chciało się słuchać biadolenia pani Perrich, więc zagłębiła się w swoich myślach. Zastanawiała się, dlaczego nikt więcej nie zapisał się na numerologię. Było ich łącznie, dziewięć, może dziesięć osób i to z wszystkich domów.  Potem jej myśli automatycznie skierowały się ku Jamesowi. Przypomniała sobie list, który przesłał jej w wakacje.



Moja piękna Lilyanne!
Jeżeli w ogóle  zdecydowałaś otworzyć ten list, jest to dla mnie wielki zaszczyt. Ciągle o Tobie myślę. Mam nadzieję, że wakacje mijają Ci dobrze. Bardzo chciałbym Cię jeszcze raz przeprosić za mój ostatni wybryk. Naprawdę nie chciałem, żeby śluz gumochłona  wylądował akurat na tobie.
Wiedz, że moja miłość do ciebie jest jak ogień, który nigdy nie zgaśnie, ale mam wątpliwości, czy twoje piękne szmaragdowe oczy, choć raz przychylnie na mnie popatrzą.

Bardzo Cię kocham
James


Gdyby nie fakt, że przysłał jej to ktoś kogo nienawidzi, uznałaby to za całkiem romantyczne.
-Ach gdyby nie zgrywał idioty i nie znęcał się nad słabszymi..- myślała Rudowłosa- Nie Lily! Wybij to sobie z głowy. To kompletny drań! Ale jaki ładny drań..-Potrząsnęła głową i zdała sobie sprawę, że do końca lekcji zostało pięć minut, a ona ani trochę nie zrozumiała tematu.
-Trzeba będzie to nadrobić- westchnęła.

Miała jeszcze przed sobą całe pięć godzin nauki. Po numerologii przyszła kolej na transmutację. Lily w trzy minuty obiegła praktycznie całą szkołę, bo, jak się okazało –zapomniała książek. Teraz na szczęście, a może nieszczęście, była ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Usiadła z Dorcas. Niestety ławkę za nimi zajęli Potter i Black.
-Gorzej być nie mogło –mruknęła Lil.
-Co tam szepczesz, kochanie?- zapytał James
Lily miała ochotę go zabić, a jedyne co ją powstrzymywało, to czujny wzrok McGonagall. Lekcja minęła dosyć spokojnie, pomijając fakt, że dziewczyny musiały znosić sprośne żarciki Syriusza i liściki miłosne od Rogacza.
Kolejne lekcje także dało się przeżyć, choć nie było łatwo. Po zajęciach Rudowłosa rzuciła się na kanapę w PW i nikomu nie chciała się posunąć. Doprowadziła do tego, że Syriusz usiadł na niej, przygniatając swoim niezwykle ciężkim ciałem.

-Lilka, chyba nie będziesz tak leżeć! -krzyknął Łapa
-Jestem wykończona. Wy skończyliście dwie godziny wcześniej.
-Mówiłam, że dodatkowe lekcje nie są dobrym pomysłem.- dorzuciła Agnes.
-Przecież wiesz, że jeżeli chcę zostać uzdrowicielką, muszę się przyłożyć do nauki.
-Ja nie muszę się uczyć. Jak skończę Hogwart, zostanę sławnym motocyklistą i będę zarabiał krocie.-powiedział Syriusz
-Ha, ha zabawne Łapo- rzucił James
- A ty niby kim chcesz zostać?
-Aurorem, oczywiście.

Wielka Sala pękała w szwach. Co jak co, ale każdy obiad w tej szkole był niczym wielka uroczystość. Stoły uginały się od jedzenia. Sklepienie było tym razem bardzo pogodne. Wszyscy byli dziś prze szczęśliwi i niesamowicie życzliwi. No, może oprócz Lilki. Ona nadal czuła się jakby właśnie wstała z martwych. Przez wakacje zdążyła odzwyczaić się od ciężkiej pracy, a po obiedzie musi napisać jeszcze dwa referaty i nadrobić numerologię.
Gdy skończyła się krzątanina i wszyscy już nałożyli jedzenie na talerze, zapanował niezwykły spokój. Słychać było tylko pobrzękiwanie sztućców. Żadnych rozmów, żadnych śmiechów. Zbyt nienaturalnie. Ruda wiedziała, że zaraz coś się wydarzy. No i masz.

Buuuum! Puuf! Ała!
Jedna z rzeźb zdobiących ściany oderwała się i spadła na stół ślizgonów. Ochlapała wszystkich siedzących przy tym stole tym, co na nim leżało. Każdy się śmiał, ale najgłośniejszy śmiech należał do Huncwotów.
-Gryffindor traci sto punktów!- wrzasnęła rozwścieczona McGonagall
Po jaj słowach zapadła martwa cisza. Huncwoci spojrzeli po sobie, trochę zdezorientowani, a trochę przerażeni. Lily była czerwona jak dorodny pomidor.

-Kompletni idioci!- Rudowłosa wrzasnęła tak, że większość uczniów, a nawet nauczycieli zadrżała.- Nie zdobyliśmy jeszcze żadnych punktów, a straciliśmy sto! Wiecie jak długo będziemy to nadrabiać, jeżeli w ogóle nam się to uda?!
Wyszła z Wielkiej Sali. Wszyscy byli po prostu osłupiali, oprócz Dumbledora. On wydawał się nieco rozbawiony tą sytuacją.
~*~

Komentujcie, błagam, błagam, błagam. To wiele dla mnie znaczy, bo nie wiem czy ktoś w ogóle to czyta.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz